urlop – kulinarnie

Uff. Dotarłam z powrotem. Dwa tygodnie bez komputera i bez kucharzenia. Za komputerem nie tęskniłam jakoś szczególnie, za kucharzeniem już tak. Zwłaszcza, że sezon owocowo-warzywny w pełni.

Ostatnie dwa tygodnie były bardzo intensywne i bogate w doświadczenia i częścią z nich chciałabym się z Wami podzielić, jeśli oczywiście będziecie ciekawi🙂 Nasze wakacje podzielone były na dwie części –  w pierwszej kolejności morze i plaża, a następnie powrót, przepakowanie i kierunek – Bieszczady. W górach przeszliśmy w trzy dni trzy kilkugodzinne szlaki, mam kilka zdjęć z tych wypraw. Zastanawiam się, czy pokazać Wam tylko kilka fotek z trasy, czy również jakoś szerzej opisać szlaki, którymi wędrowaliśmy. Nie jest to temat kulinarny, ale może komuś przydadzą się takie informacje.

Na początek jednak urlop – kulinarnie. Jeśli choć raz byliście w typowej wczasowej miejscowości nad naszym polskim morzem, wiecie z pewnością, jak łatwo zagubić się w gąszczu restauracji, knajpek, tawern, smażalni i wszechobecnych budek z kababami. Chciałabym polecić Wam trzy miejsca, w których (moim zdaniem) warto zjeść jeśli jesteście właśnie we Władysławowie lub w jego okolicach. Zaznaczam, że nie współpracuję z żadnym z tych miejsc, a wszystkie dania zakupiliśmy z własnych funduszy🙂

Bar pod Sosną, ul. Słoneczna 8a, Władysławowo – to miejsce już od jakiegoś czasu jest stałym punktem na naszej kulinarnej mapie. Trafiliśmy tam po raz pierwszy chyba 4 lata temu jak to zwykle bywa – zupełnie przez przypadek. Bar znajduje się na rogu, bardzo blisko głównej ulicy we Władysławowie i z wyglądu na pierwszy rzut oka, nie wyróżnia się niczym szczególnym – proste drewniane stoły na wolnym powietrzu, na środku bar i kuchnia. Wyróżnia go natomiast bezustanne oblężenie, co w zasadzie jest naturalną konsekwencją tego, że po prostu dają tam dobrze zjeść🙂

Do Baru pod Sosną najlepiej wybrać się w minimum 2 osoby. Jedna osoba staje w kolejce do baru po zamówienie, a druga w kolejce…do stolika🙂 Tak. Do stolików jest również kolejka. Ile razy zdarzyło nam się odwiedzić to miejsce, zawsze była mniejsza lub większa kolejka do stolików. Dlatego kiedy planujecie wizytę w tym miejscu, uzbrójcie się w cierpliwość. Kolejka do zamówienia przesuwa się szybko, kolejka do stolików już wolniej – od kilku do kilkunastu minut w zależności od tego, o jakiej porze zdecydujecie się tam przyjść. Nasz rekord oczekiwania na zamówione potrawy, to było ok. godziny – ale to w przypadku maksymalnego oblężenia np. podczas weekendu. Radzę również pilnować kolejki stolikowej, bo zdarza się, że jakiś klient niepostrzeżenie wepchnie się i zajmie własnie opuszczany przez innych stolik. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie każdemu będzie odpowiadać taka atmosfera. Osobiście uważam ją za całkiem zabawną, w barze panuje gwar, więc jeśli lubicie jeść w ciszy i absolutnym spokoju, to również nie jest miejsce dla Was. Dania z kuchni wynosi kilkoro kelnerów i kelnerek wykrzykując co chwila numery zamówień po kilka, a czasem nawet po kilkanaście razy, jeśli jakiś stolik się zagapi i nie przywoła kelnerki po wywołaniu swojego numeru. Czasem słychać westchnienie ulgi kelnerki: „no wreszcie!”, kiedy po kolejnym okrążeniu odnajduje adresata niesionych przez siebie talerzy pełnych dobroci. Bardzo lubię obserwować klientów wyczekujących na swoje danie i zerkających z ciekawością na wynoszone potrawy, każdy z kelnerów ma swój charakterystyczny sposób wywoływania numerów zamówień, ogólnie jest rumor i tłok🙂

Po tym długim wstępie przejdźmy wreszcie do sedna, czyli do jedzenia. Bar oferuje prócz tradycyjnych dań z ryb, również pizze (w tym np. calzone czyli pieróg, który jest ogromny), obiady (również codziennie inne danie dnia), desery oraz śniadania. Biorąc pod uwagę wielkość posiłków ceny są naprawdę rozsądne. Na przykład danie dnia, w skład którego wchodzi zupa, drugie danie, budyń i kompot to koszt 14,50zł. My chodzimy tam zawsze na rybę i zamawiamy ją w zestawie (z frytkami i surówką), ponieważ dostajemy spory kawał rybki (cena zestawu waha się od 12zł do 26zł w zależności od wybranej ryby). Ryby można zamówić również wg wagi (ceny w tym przypadku nadal są bardzo rozsądne).

W trakcie tego urlopu byliśmy w tej knajpce tylko raz, robiliśmy jeszcze drugie podejście, ale był piątkowy wieczór, więc możecie wyobrazić sobie jaki tam był tłok, a my chcieliśmy jeszcze pospacerować po porcie, więc niechętnie, ale daliśmy sobie spokój.

Luby zamówił jak zawsze filet z łososia w zestawie (koszt 21zł), trafił mu się nieco mniejszy kawałek ryby niż mnie. Do każdej ryby podawana jest również cząstka cytryny, której ja nigdy nie używam🙂

łosoś władysławowo

łosoś władysławowo

Mnie trafił się naprawdę solidny kawał pysznego dorsza (koszt zestawu 17zł). Do tego oczywiście frytki i surówki, które również są bardzo dobrze przyprawione. Nie tam, że tylko posiekana i posolona kapusta. Danie podane jest na dużym obiadowym talerzu.

dorsz władysławowo

Bar pod Sosną polecam naprawdę z całego serca, myślę zresztą, że wystarczającym poleceniem jest już sam fakt, że miejsce to jest zawsze pełne klientów gotowych czekać na posiłek (i stolik) więcej niż kilka minut🙂

Dwa Światy – w okolicy ul. Brzozowej, niedaleko portu we Władysławowie – knajpka serwuje naleśniki oraz dania meksykańskie. Trafiliśmy tam zupełnie przypadkiem, jedliśmy tam po raz pierwszy. Knajpka skusiła mnie tym, że wyróżniała się wśród budek kebabowych dość miłym obejściem, meksykańską muzyczką i niezbyt wygórowanymi cenami. A poza tym – kuchnia meksykańska – jak mogłabym nie przetestować?

Poza stałym menu (niezbyt dużym, ale to chyba plus) wystawionym na zewnątrz, knajpka serwowała również dania dnia. Miła obsługa, czyste stoliki i przyjemna meksykańska muzyka nie zagłuszająca rozmowy. Prócz naleśników i dań meksykańskich można tam również zamówić różne regionalne piwa.

dwa światy władysławowo

Luby skusił się na Pollo burrito (19zł), czyli dużą tortillę (ponad 500g!) wypełnioną pieczonym kurczakiem, warzywami, serem i salsą casera, ja na Salmondillas (15,50zł) czyli dwie pszenne tortille wypełnione pieczonym łososiem, sałatą lodową, cebulką, serem i salsą. Do każdego dania było kilka sosów do wyboru – ja wybrałam czosnkowy, Luby jakiś ostry. Dość szybko otrzymaliśmy nasze zamówienie. Dwie pierwsze rzeczy, za którymi nie przepadam to papierowe tacki i plastykowe sztućce. Jednak zawartość tacki sprawiła, że pierwsze wrażenie poszło w niepamięć. Moje tortille na pierwszy rzut oka wyglądały dość niepozornie, okazały się natomiast bardzo dobre i niezwykle sycące – zaspokoiły mój głód na kilka dobrych godzin. Tortilla była pyszna, placek miękki i świeży, a w środku nawet dość sporo łososia. Tortilli z kurczakiem Lubego również  nie omieszkałam spróbować – świetny aromat sera i salsy. Wyszliśmy najedzeni i zadowoleni.

tortilla z łososiem

tortilla z  kurczakiem

Gdybym miała możliwość, na pewno wróciłabym tam wypróbować kolejne specjały z kuchni meksykańskiej. Dlatego jeśli zbłądzicie w tamte rejony i zechcecie spróbować czegoś z Dwóch Światów, koniecznie podzielcie się ze mną Waszą recenzją.

Ostatnie miejsce o jakim chciałam wspomnieć jest zwykłą-niezwykłą kebabownią w miejscowości Dębki (kilkanaście km na zachód od Władysławowa) pod dość zabawną nazwą „Grube żarcie u Grubego” bodaj przy ul. Morskiej. Jeśli przyjdzie Wam ochota na porządnego (grubego) kebaba wstąpcie tam śmiało. To miejsce też poznaliśmy jakieś 4 lata temu i zawsze robimy sobie do niego wycieczkę (6km spaceru żeby zgłodnieć, a potem 6 kilometrów z powrotem, żeby spalić choć frytki)🙂 Bar mieści się w bardzo ruchliwym miejscu, więc na ciszę również nie możemy liczyć. Stoliki stoją na drewnianym podeście tuż przy ulicy. I tutaj zamówienia wywoływane są po numerach, dania odbiera się samemu w barze. Oczywiście w takich miejscach tradycyjnie plastykowe sztućce i naczynia jednorazowego użytku.

Gruby serwuje dania typu fastfood, tak jak obiecuje szyld są grube. Kebab w zestawie (koszt 20zł) to gruba porcja frytek, mięso z kurczaka i sałatka, a do tego kopa sosu – w przypadku Lubego czosnkowego. Ja tym razem skusiłam się na sałatkę z kurczakiem (na mniejszego głoda). Naprawdę nie sądziłam, że tak się nią najem, w połowie porcji już byłam syta. Sałatka składała się z mixu różnych sałat, pomidora, ogórka, cebulki, sera (bodaj parmezanu) oraz panierowanego kurczaka, a na to wszystko sos czosnkowy🙂 Niestety tak się rozpędziłam z jedzeniem, że zapomniałam zrobić pamiątkowych zdjęć, by móc Wam je zaprezentować. Musicie mi więc uwierzyć na słowo lub sami wybrać się do Grubego i spróbować. Chyba że już byliście i możecie podzielić się ze mną wrażeniami🙂

To tyle jeśli chodzi o miejsca, które chciałam Wam polecić. Jedliśmy również w kilku innych miejscach, ale te zdecydowanie zapamiętałam jako godne polecenia i powtórzenia w przyszłości. Jeśli chodzi o Bieszczady, to niestety niczego konkretnego nie mogę powiedzieć, ponieważ tam głównie skupialiśmy się na wędrówce, jedzenie miało tylko utrzymać nas przy życiu😉

3 thoughts on “urlop – kulinarnie

Zapraszam do komentowania :)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s