takie same, a jednak inne – racuchy serowe z malinami

Bazując na przepisie na racuszki serowe z morelami, które ogromnie nam smakowały, postanowiłam ponownie wykorzystać ten przepis i tym razem do ciasta dodać maliny.  Zwiększyłam również troszkę porcje i dodałam odrobinę cukru migdałowego. Okazało się, że wyszedł kompletnie inny smak i konsystencja. Nie tylko za sprawą owoców. Ponieważ ser biały, którego użyłam poprzednio był bardzo miałki idealnie połączył się z ciastem. Ten, którego użyłam teraz był wyraźnie grudkowy. Dodatkowo zamiast cukru pudru dodałam trochę zwykłego. No i najważniejsze – owoce. Maliny trafiły mi się niezwykle dojrzałe. Trudno było z całego pudełeczka wyłuskać kilkanaście całych owoców.  Podczas smażenia puściły mnóstwo słodkiego soku i placuszki szybko się przypiekały. Z powodu mocnej soczystości owoców (tak przypuszczam) racuszki miały dużo luźniejszą konsystencję, niż te z morelami. No i wniosek ostateczny – zdecydowanie wolę maliny na zimno, zwłaszcza z lodówki*

Racuszki w wersji malinowej były smaczne, ale zdecydowanie bardziej smakowały mi te z morelami. I polecam wybrać miałki ser i jednak cukier puder🙂

racuchy serowe z malinami

Składniki:

· 275 g sera twarogowego (polecam mocno zmielony)
· 4-5 łyżek mąki
· 2 łyżki cukru (polecam jednak, jak w oryginale, cukier puder)
· 3 jajka
· 1 łyżeczka proszku do pieczenia
· 1 łyżeczka cukru migdałowego
· szczypta soli
· małe pudełeczko malin
· olej do smażenia

Żółtka utarłam z cukrem i cukrem migdałowym. Dodałam do tego ser i dokładnie wymieszałam. Białka ubiłam na sztywną pianę z odrobiną soli. Do masy serowo-żółtkowej dodałam mąkę i proszek do pieczenia, a następnie ubite białka. Delikatnie wszystko wymieszałam. Maliny przebrałam i część dodałam do ciasta, a część przełożyłam do kubeczka i utarłam łyżeczką. Na patelni rozgrzałam olej i smażyłam racuszki na średnim ogniu. Wyszło mi ok. 10 troszkę większych niż poprzednio placuszków. Polałam je malinowym sosem i gotowe. Smacznego!🙂

placki z malinami

placki z malinami

* dygresja: czy zauważyliście, że ten sam owoc smakuje nieco inaczej, kiedy jest schłodzony w lodówce/w temperaturze pokojowej/na ciepło? Zwłaszcza podgrzewanie zmienia smak. Bardzo lubię jabłka z lodówki zwłaszcza w zimie (?!). Po malinowym doświadczeniu również stwierdzam, że maliny z lodówki są pyszne, a na ciepło dużo dla mnie tracą. Banany, arbuzy i winogrona najbardziej lubię w temperaturze pokojowej. Morele w temperaturze pokojowej jak i na gorąco w racuchach smakowały pysznie. Czy macie podobne spostrzeżenia?

One thought on “takie same, a jednak inne – racuchy serowe z malinami

Zapraszam do komentowania :)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s