red velvet cake

Obiecałam koleżance pourodzinowy tort, długo myśleć nie musiałam, bo pierwszy pomysł jaki przyszedł mi do głowy to red velvet – widziałam go już kilkanaście razy na innych blogach, brakowało mi tylko okazji. Po przeczytaniu kilku przepisów na ciasto i 150 konsultacjach telefonicznych z mamą wybrałam przepis z bloga Moje Wypieki  Jako krem do wypełnienia tortu zdecydowałam się na połączenie mascarpone z bitą śmietaną.

Oczywiście poszłam na żywioł i nie zrobiłam wcześniej testowej wersji tortu. Wygląda jednak na to, że jeśli ma się sprawdzony przepis, to nie może się nie udać🙂

Ciasto wyszło wilgotne w kolorze głębokiej czerwieni – dodałam 2 łyżeczki barwnika w proszku, ale myślę, że jedna już zupełnie by wystarczyła, aby osiągnąć ładny czerwony kolor. Nigdy nie przygotowywałam ciasta z udziałem barwnika (ba! nigdy nie przygotowywałam tortu), a czytałam że są bardzo różnej jakości i bałam się, żeby ciasto nie wyszło blade. W zasadzie już podczas mieszania surowego ciasta z 1 łyżeczką barwnika było dość czerwone, nie wiedziałam jednak jak będzie wyglądać po upieczeniu, więc na wszelki wypadek wrzuciłam jeszcze jedną łyżeczkę barwnika.

I jeszcze jedna kwestia – ja upiekłam ciasto w jednej tortownicy, a następnie rozkroiłam na 3 części i wiem już dlaczego w innych przepisach polecane było piec 2 lub 3 osobne ciasta. Po przekrojeniu i smarowaniu kremem kolejnych warstw, w krem mieszają się okruszki powstałe przy krojeniu i kiedy smarowałam wierzch i boki krem nie był idealnie biały. Dlatego albo właśnie można upiec każdy blat osobno, co oczywiście wymaga więcej czasu, albo (co przyszło mi do głowy już po fakcie) można zostawić sobie porcję samej bitej śmietany i czystą szpatułką już po nałożeniu kremu ułożyć jeszcze warstwę śmietany. Ponieważ u mnie wierzch ciasta nie był właśnie tak biały jak chciałam, to ułożyłam na nim maliny. Boki pozostały w ciapki.

Koniec końców tort wyszedł całkiem fajnie i co najważniejsze podobał się i smakował solenizantce, a to najważniejsze🙂

red velvet cake

Składniki na ciasto:

· 2½ szklanki mąki pszennej
· 1¼ szklanki cukru
· 1 łyżka kakao
· 1 łyżeczka soli
· 2 duże jajka
· 1½ szklanki oleju słonecznikowego
· 1 szklanka maślanki (lub kefiru, zsiadłego mleka – u mnie była maślanka)
· 1 łyżka winnego octu
· 1 łyżeczka sody oczyszczonej
· 2 łyżeczki czerwonego barwnika w proszku

Składniki na krem:

· 2 opakowania serka mascarpone
· ok. 350 ml śmietanki 30%
· 2 łyżki cukru pudru
· fix do śmietany

Mąkę, kakao i sól wsypałam do garnka. Dodałam cukier i wszystko wymieszałam. W osobnym garnuszku roztrzepałam jajka, dodałam olej, maślankę, barwnik i mieszałam widelcem, aż barwnik rozpuścił się całkowicie i powstała gładka masa. Następnie przelałam to do garnka z suchymi składnikami i wymieszałam dokładnie widelcem, zgodnie z przepisem mieszając cały czas tylko w jedną stronę. Powstało piękne czerwone ciasto🙂

Tortownicę wyłożyłam papierem do pieczenia i włączyłam piekarnik, aby nagrzał się do temperatury 180ºC.

Do kubeczka wlałam ocet i sodę, wymieszałam szybko i pieniący się płyn wlałam do ciasta. Wszystko szybciutko wymieszałam widelcem i ciasto przelałam do tortownicy.

Piekłam w temperaturze 180ºC przez 70 minut do suchego patyczka, przy czym już ok. 50 minuty zaczęłam sprawdzać patyczkiem na jakim etapie upieczenia jest ciasto. Ponieważ jest mocno czerwone w piekarniku zupełnie nie było widać czy jest już przyrumienione, czy jeszcze nie. Kiedy patyczek był już suchy wyłączyłam i uchyliłam piekarnik. Ciasto bardzo ładnie i równo wyrosło i bałam się aby nie opadło, więc dopóki piekarnik nie ostygł, tak sobie tam siedziało z uchylonymi drzwiczkami.

Przygotowanie kremu jest bardzo proste i szybkie. Śmietankę zmiksowałam z fixem na sztywno, dodałam cukier i mascarpone i miksowałam do połączenia składników. Przygotowałam krem z małej ilości śmietany, bo bałam się, aby nie wyszedł za rzadki i nie wylewał się bokami ciasta. Zwłaszcza, że jest ono dość ciężkie. Krem faktycznie wyszedł bardzo zwarty i gęsty, więc myślę, że dodanie więszej ilości śmietany by nie zaszkodziło, bo rozsmarowywał się dość trudno.

Całkiem zimne ciasto przekroiłam nożem z ząbkami na 3 placki. Na każdą warstwę ciasta położyłam cienką warstwę kremu, wierzch i boki również wysmarowałam kremem. Na samej górze ułożyłam maliny i tort na 3 godziny powędrował do lodówki.

Udało się! Można konsumować🙂 Smacznego!🙂

red velvet

6 thoughts on “red velvet cake

  1. Wpisuje się zatem sama solenizantka🙂 Tort był taki, że mowę mi odebrało. Nie dość, że pięknie wygląda (w życiu nie dostałam piękniejszego tortu), to jeszcze fantastycznie smakuje. Co bardzo ważne, nie jest zbyt słodki, a to tylko dodaje mu uroku i tej subtelności z welwetu😉

  2. Też zawsze mam problem z tym, żeby boki i wierzch tortu był śnieżnobiały. Zazwyczaj wtedy na wierzchu układam owoce lub sypię obficie płatkami migdałów. Do boków wtedy też przykładam te płatki i jest taki ładny artystyczny nieład😀
    Pozdrowienia!

Zapraszam do komentowania :)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s