wizyta na zamku w Starej Lubovni, czyli zupełnie niekulinarna wycieczka

Po kilku dniach kulinarnej nieobecności zabieram Was na wycieczkę, która z gotowaniem wprawdzie nie będzie miała nic wspólnego,  ale mam nadzieję, że taka mała odskocznia od kuchni i gotowania Wam się spodoba.

Moja kilkudniowa przerwa w gotowaniu spowodowana była właśnie małą górską wyprawą, którą planowaliśmy od dłuższego czasu i wreszcie się udało. Absolutnie nie była to wyprawa narciarska – to zdecydowanie nie moje klimaty. Chociaż narciarze się cieszyli, bo akurat zima postanowiła przypuścić zmasowany atak, sypiąc śniegiem, wiejąc wiatrem i zamrażając nam nosy i wszystkie pozostałe części ciała, które ośmieliliśmy się wystawić na zewnątrz. Jednym z elementów naszej wyprawy było zwiedzanie zamku u naszych słowackich sąsiadów. Traf chciał, że w niedzielę wyszło piękne słońce, śnieg przestał sypać, a wiatr pozwalał nawet zdjąć rękawice i zrobić kilka zdjęć.

Zapraszam Was zatem na wycieczkę do Starej Lubovni, na Słowacji. Jeśli będzie się wybierać samochodem do naszych południowych sąsiadów pamiętajcie koniecznie o odpowiednim ekwipunku: trójkąt, zapasowe żarówki i bezpieczniki, linka holownicza, podnośnik, apteczka i kamizelka odblaskowa (koniecznie w kabinie pasażera, a nie w bagażniku), bo Słowacy słyną z niezwykle skrupulatnego podejścia jeśli chodzi o te kwestie.

Stara Lubovnia znajduje się ok. 15km od przejścia granicznego Mniszek-Piwniczna. Dojazd do granicy od naszej strony to okrutnie wąska droga, szerokości jednego samochodu, na granicy wita nas tablica informująca o przepisach ruchu drogowego na Słowacji, dlatego warto przystanąć w tym miejscu i zapoznać się ze wszystkimi informacjami, żeby potem uniknąć bliskiego spotkania ze słowacką władzą.

W Mniszku droga się rozszerza, by od pewnego punktu piąć się w górę szerokim traktem przez malowniczo zaśnieżone widoki. To co mnie trochę zaskoczyło, to droga utrzymana na biało (po naszej stronie czarne lub brejowate nawierzchnie), która wzmacniała jeszcze krajobraz niczym z bajki o królowej śniegu.

droga z Mniszku

droga z Mniszku

Po kilkunastu kilometrach pięknych widoków wjeżdżamy do Starej Lubovni i znów pniemy się w górę zaśnieżoną drogą. Auto zostawiamy na parkingu (śnieg i mróz chyba wygonił strażnika, bo udało nam się uniknąć opłaty parkingowej 1,5 euro) i na nogach wędrujemy pod górę w kierunku zamku. Na szczęście słońce wspaniale grzeje i spory mróz nie jest już tak bardzo odczuwalny. Mogę nawet zdjąć rękawice i pstryknąć kilka fotek🙂

Zamek dumnie wznosi się ponad miastem – ma ponad siedemsetletnią historię, obfitującą w wiele wydarzeń, które na pewno zaspokoją ciekawość wszystkich zainteresowanych historią. My bardziej jednak podziwiamy jego architekturę, wspaniały klimat oraz rozciągające się wokół widoki. Zamek przez 360 lat był w polskim władaniu, w 1945 roku został przejęty przez władze Czechosłowacji. Jeśli chcecie poczytać więcej na temat jego historii zachęcam Was do odwiedzenia strony muzeum

zamek

zamek

zamek

W czasie swojego istnienia zamek strawił pożar, został później odbudowany, ale widać w jego architekturze, że poszczególne części pochodzą z  różnych okresów. Część pałacowa składa się z pomieszczeń mieszkalnych, a w części piwnicznej wykutej w skale znajdowała się piekarnia, kuchnia, a nawet browar. Jako ciekawostkę napiszę, że pracownicy zamku mieli przydział dzienny piwa idący w litry, a sam browarnik miał prawo wypicia dziennie aż sześciu litrów piwa! :)  Zwiedzając możemy zobaczyć jak wyglądało miejsce, gdzie browarnik warzył to i owo, jest również ekspozycja poświęcona pozostałym dziedzinom rzemiosła.

Zaglądamy do części mieszkalnej, w „przedpokoju” sporo wieszaków na kurtki dla gości😉

wnętrze zamku

Zerkamy do kolejnych komnat pełnych niezwykłej urody mebli i bibelotów.

wnętrze zamku

wnętrze zamku

wnętrze zamku

wnetrze zamku

Wśród eksponatów pięknie zdobiony piec kaflowy jakiego nie znajdziemy w żadnym współczesnym domu (niestety).

wnętrze zamku

Jest i futrzaczek na podłogę przed kominkiem😉 Uroczy biedak.

dzik

Jest i zamkowa kaplica.

zamek

Z zamku roztaczają się piękne widoki na okolicę – to jedyna rzecz, za którą zimie mogę podziękować🙂

zamek

zamek

zamek

zamek

zamek

zamek

zamek

Mam nadzieję, że spodobała Wam się  ta mała wycieczka i być może zachęciła Was do odwiedzenia tego miejsca, bo na prawdę warto. Nie zwiedziliśmy niestety skansenu, który znajduje się u stóp zamku, ale mamy nadzieję, że uda nam się jeszcze to zrobić na przykład latem. Jeśli macie do polecenia jakieś inne ciekawe miejsca na Słowacji niedaleko naszej granicy, to piszcie koniecznie.

2 thoughts on “wizyta na zamku w Starej Lubovni, czyli zupełnie niekulinarna wycieczka

  1. Pięknie to wygląda i cudowne zdjęcia wyszły! Ja ostatnio byłem w tym miejscu lata temu, jechałem tą trasą na rowerze, w dodatku w środku lata. Super miejsce na trenowanie podjazdów. Ale zimą też to wspaniale wygląda! A propos tej malutkiej drogi dojazdowej do Mniszka – budowany jest nowy most łączący PL ze Słowacją, więc niebawem nie będzie to problem. Ta malutka droga po prostu zjeżdża razem ze zboczem, dlatego musieli zrobić alternatywny dojazd. Pozdrawiam!

    1. O tak, ta trasa na wycieczkę rowerową jest świetna – piękne widoki, tylko trzeba mieć kondycję, bo podjazdów jest sporo. Odnośnie tej wąskiej drogi do Mniszka – wieczorem pierwszego dnia wyjazdu, w drodze do Wierchomli źle skręciliśmy i właśnie trafiliśmy na tą drogę – przyznam, że miałam lekko pietra😉 Droga sprawiała wrażenie coraz węższej z każdym kolejnym metrem. Ciemno jak w piwnicy, a trzeba było jakoś zawrócić. Potem za dnia już nie robiła aż takiego wrażenia😉
      Cieszę się, że zdjęcia Ci się podobają!

Zapraszam do komentowania :)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s