w kurniku i w obórce, ale nie na talerzu, czyli wrażenia z urolpu vol.1

Zacznę nietypowo, bo zamiast widoczków, krajobrazów i szumu fal, przedstawię Wam naszych współmieszkańców, z którymi mieliśmy okazję dzielić gospodarstwo przez tydzień. Wiem, że to nie słonie, gepardy i tygrysy, ale dla kogoś kto spędza cały rok w bloku przy przelotówce (czytaj: drodze krajowej), budzenie się przy wtórze piania kogutów, gdakania, kwakania, ćwierkania i innych odzwierzęcych dźwięków, jest prawdziwą egzotyką. Tylko Luby miał czasem ochotę przerobić koguta na rosół, gdy ten od wczesnych godzin porannych obwieszczał nadejście dnia. Nawet specyficzny zapach gospodarstwa nie odrzucał mnie od obserwowania kur, kaczek i gęsi, namiętnie też wędrowaliśmy do sąsiada po drugiej stronie ulicy pogadać do koni. Stąd nawet nie wiem kiedy, okazało się, że głównym obiektem moich fotograficznych wędrówek są dzioby, kopyta, pyszczki, uszy i nochale. Z ponad 400 zdjęć jakie zrobiłam w ciągu tygodnia większość z nich to właśnie wszelkiej maści zwierzaki (druga większość to miliard zdjęć falochronów – co poczniem, co poczniem) – bez obaw, wszystkich Wam nie pokażę😉

Gospodarze u których mieszkaliśmy, poza podwórkiem pełnym kaczek, gęsi i kur, prowadzą mini zoo – na dość sporej przestrzeni, na wolnym powietrzu mieszczą się zagrody pełne zwierzaków różnego gatunku oraz niezliczone ilości dużych klatek z ptakami różnego pochodzenia, we wszystkich kolorach tęczy. Zresztą co będę opowiadac – zobaczcie sami.

Na początek anegdota. Zanim odwiedziliśmy zoo nie wiedzieliśmy jakie zwierzaki tam mieszkąją, ot tyle co przez kawałek niezarośniętego ogrodzenia dzielącego podwórko od zoo. Siedząc na ławeczce obserwowałam spacerujące przy ogrodzeniu ptaki (jak się potem okazało – młode żurawie) i pojawiającego się od czasu do czasu bociana, również spacerującego po terenie zoo. W ręce aparat, więc udało mi się sfotografować taką oto scenkę, której ciąg dalszy opowiem zaraz.

zuraw  zurawie 22

zurawie 3  zurawie 2  bociek i zuraw  zuraw i bocian

zlosliwy bociek

Zakotłowało się, zatrzepotało skrzydłami i bocian został sam. Nie minęło nawet 5 minut, kiedy zauważyłam idącego alejką, od zoo w kierunku placu przed domem i podjazdu, jednego z żurawi. Obserwowałam co się dalej wydarzy w obiawie, że jeśli wstanę i pójdę w jego kierunku, to ptak się spłoszy i ucieknie (jak się potem okazało, żurawie były tak oswojone, że pozwalały się głaskać). Nagle zza winkla wyłoniła się gospodyni i dalej żurawia zaganiać z powrotem w kierunku wejścia do zoo. „A co ty tutaj robisz? Wracaj szybko!” zawołała gospodyni popychając żurawia w kierunku zoo, a on ani myśli, zapiera się tymi swoimi długimi szczudłami. Odkrzyknęłam, że żuraw pokłócił się z bocianem i chyba chciał nawiać. Na co pani ze śmiechem, że jak z bocianem, to wszystko jasne – bo z niego jest straszny złośliwiec. Żuraw wrócił do zagrody, bardzo mnie ta sytuacja rozbawiła, a zwłaszcza widok popychanego za kuperek żurawia, który próbował zapierać się nogami, jakby chciał powiedzieć „nie, tam jest bocian, ja tam nie idę!”🙂

Okazało się, że tak bocian jak i żurawie nie są zamknięte w żadnej zagrodzie ani w klatce, tylko wędrują sobie po całym zoo. Bociek niestety nie dał się do siebie zbliżyć bardziej niz na metr, natomiast młode, 4-miesięczne żurawie, bez większych oporów dawały się głaskać i nie uciekały przed ludźmi.

bociek

zuraw

żuraw

bociek

Lubemu najbardziej spodobały się nutrie.

nutria

Co tam masz dla mnie dobrego?

nutria

zaciekawiona nutria

Mmmmm pycha!

nutria wcina

Szoruj stąd! To moja gałązka!

dwie nutrie

No pojadłem, to teraz pora na kąpiel…

nutria plywa

I uszy…uszy trzeba dokładnie wyszorować…:)

nutria sie myje

Biegus, czyli coś w stylu kaczki trzymające pion jak pingwin i wyglądające jakby nie miało skrzydeł (a ma tylko szczątkowe), stąd wygląda trochę jak po amputacji.

biegus 2

Perfekcyjny kamuflaż.

biegus 3

biegus

inny biegus

koza

kozi pyszczek

Luby lubi kozy, a kozy lubią Lubego🙂

kozka

kozy  dwie kozy

W zoo swoje mieszkanko miały też kocięta. Miejscowa kotka jest baaardzo towarzyska, stąd kotki do biletu do zoo były gratis😉

kocurek

W takim hamaku to żyć nie umierać!

kociak tryptyk

kotek i garnuszek

Wietnamski świnkowy ród – od największej (i najstarszej): dziadek świnka – uwielbia w gorące dni przesiadywać w wannie pełnej wody…

senior swinkowego rodu

To jak przypuszczam – babcia świnka. Odpoczywa od prosiaczków w zacisznym kącie zagrody.

stara swinka

A to chyba mama świnka, tudziez tata świnek – już nie pamiętam🙂

srednia swinka

Mała świnka lubi uciąć sobie drzemkę w porannym słonku.

mala swinka

Maleńkie prosiaczki czekają na mamę.

prosiatka

Były i wiewiórki, szynszyle i świnki morskie…

wiewiorka

I ptaki. Duuużo ptaków.

ptak 3

ptak 2

ptak 1

paw

ptaszek

ptak 4

kogucik

Królików też dużo. Ale króliki ruchliwe i nie chciały pozować za bardzo.

krolik

kroliczek futrzasty

rudy krolik

A tu jeszcze kilka fotek zwierzaków „upolowanych” na podwórku.

kot i ptak

a kuku

kury

stadko kaczek

kogut

kaczka

U sąsiadów po drugiej stronie ulicy – kucyki, które chciały skonsumować mój obiektyw.

kucyk

pysk konia

konik

konie

kon

blekitne oko

that's all folks

2 thoughts on “w kurniku i w obórce, ale nie na talerzu, czyli wrażenia z urolpu vol.1

    1. Znajomi znajomych hodują świnkę wietnamską w bloku, także wszystko przede mną😉 Fajnie masz, ja bym mogła siedzieć sobie i godzinami obserwować te zwierzaki.

Zapraszam do komentowania :)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s