tarta creme (całkiem) brulee, czyli przypalona do kwadratu

Po bezowym dublu zostały mi 2 pojemniczki po 6 żółtek, które wrzuciałam do zamrażalnika, by poczekały cierpliwie na swoją kolej. Przekopałam sieć w poszukiwaniu pomysłu co z nich przygotować i koniec końców trafiłam z powrotem na bloga Doroty do przepisu na tartę crème brûlée. Podeszłam do przepisu bez spięcia, zakładając, że co ma być to będzie. Nie mam formy do tarty z wyjmowanym dnem (piekłam w silikonowej), nie miałam czym obciążyć ciasta, a śmietanki miałam tylko 250 ml zamiast 375ml (niedobór uzupełniłam mlekiem), laski wanilii też nie miałam i zmuszona byłam użyć cukru waniliowego (wanilinowego mówiąc ściśle), a brązowy cukier zastąpić zwykłym. Byłam ciekawa, czy bez tych wszystkich elementów uda mi się jednak coś upiec. Bo jeśli mnie się uda, to każdemu innemu też😉

Crème brûlée, czyli przypalony krem (w moim wypadku należy traktować to określenie całkiem dosłownie) po raz pierwszy jadłam kilka lat temu w krakowskiem Wentzlu. Pamiętam z jaką atencją przełamywałam łyżeczką pierwszy kawałek spieczonej cukrowej skorupki, przypominając sobie fragment Amelii (kto nie oglądął ten trąba;) ) Tym większe rozczarowanie poczułam, gdy z mojej spieczonej chrupkiej cukrowej skorupki zrobiła się po prostu warstwa przypalonego cukru (o czym przeczytacie niżej)… Mam nadzieję jednak, że kakowy kamuflaż się udał i na zdjęciach nie widać, że crème wyszedł za bardzo brûlée. Moja tarta też wyszła bardzo niziutka, ponieważ piekłam w dość dużej formie. I po konsumpcji finalnej stwierdzam, że jednak wolę wersję bez ciasta, tzn. w formie deseru i następnym razem na pewno właśnie tak go przygotuję. Tymczasem moja wersja tego przepisu.

creme brulee tart

Składniki na spód:

· 1½ szklanki mąki pszennej
· 2 łyżki proszku budyniowego (u mnie waniliowego)
· 125 g zimnego masła
· 1 żółtko
· 1 łyżka zimniej wody (ja dodałam ok. 3 łyżki)

Składniki na cèreme brûlée:

· 5 żółtek
· ok. ½ szklanki drobnego cukru
· 250 ml śmietanki 30% (oryginalnie 375ml)
· ok. 200 ml mleka (oryginalnie 80ml)
· 1-2 łyżeczki cukru waniliowego

Dodatkowo:

· cukier do posypania i zapieczenia lub kakao

Przygotowanie tarty rozpoczęłam od zagniecenia ciasta na spód. Do garnka wsypałam mąkę i proszek budyniowy, dodałam zimne masło pokrojone w plasterki oraz żółtko i 1 łyżkę zimnej wody. Zagniotłam, jednak ciasto wydało mi się nieco zbyt suche, dodałam więc jeszcze 2 dodatkowe łyżki zimnej wody. Ciasto zagniotło się łatwo i szybko. Włożyłam je do woreczka i wsadziłam do zamrażalnika na ok. 20 minut.

W tym czasie zabrałam się za ukręcanie mikserem kogla-mogla z żółtek i cukru. Miksowałam aż masa stała się jasnożółta, kremowa i puszysta.

Ciasto wyjęłam z zamrażalnika i przy pomocy wałka rozwałkowałam na dość spory placek – tak by wypełnił całą formę na tartę, a brzegi wystawały poza rant. Zagniotłam je trochę do zewnątrz, licząc, że w razie gdyby brzegi miały zamiar opaść, to zatrzymają się na obrzeżu foremki. Nie wygląda to szalenie pięknie, ale zadziałało🙂 Zgodnie z przepisem wstawiłam je do lodówki i zabrałam się za kończenie crème brûlée.

W garnuszku zagotowałam mleko ze  śmietanką i cukrem waniliowym. Cały czas miksując kogel-mogel dolewałam po trochu gorącego mleka. Potem dodatkowo jeszcze wymieszałam, aby zebrać dokładnie wszystko z dna i ścianek naczynia. Odstawiłam do ostygnięcia.

Piekarnik nagrzałam do 190ºCi do gorącego włożyłam wyjętą z lodówki formę z ciastem. Niestety nie miałam niczego by obciążyć ciasto, więc musiałam zaryzykować i spróbować upiec spód bez wsparcia. Podniósł się trochę  w jednym miejscu, po zalaniu crème brûlée nie udało mi się zakryć tej górki, więc jeśli chcecie mieć tartę idealną, znajdźcie jednak sposób na to, by jakoś ciasto docisnąć do dna podczas pieczenia. Tarta w piekarniku stała ok. 20 minut, nie pozwoliło to jednak jej się zezłocić.

Po 20 minutach skręciłam piekarnik na 140ºC, formę wyjęłam i wylałam na nią wystudzone mleko ze śmietanką i koglem-moglem. Foremka znów powędrowała do piekarnika, wystarczyło 50 minut, aby była gotowa.

Po tym czasie wyjęłam ją z piekarnika, który nastawiłam na maksymalną temperaturę i funkcję grillowania. Tartę zaś posypałam zwykłym białym cukrem. Kiedy piekarnik rozgrzał się na maksa zgodnie z instrukcją wsadziłam tartę tuż pod grzałkę, nastawiłam czas na 2 minuty i dosłownie na minutę wyszłam z kuchni. Ta jedna minuta wystarczyła, żeby z jednej strony tarty cukier zdążył się baaardzo spiec – na tyle że po otwarciu piekarnika buchął dym. Dlatego proponuję nie stawiać tarty tuż pod samą grzałką, pewnie zależy to też od budowy piekarnika, ale moje tuż pod grzałką, było na prawdę TUŻ POD grzałką. Mogłam więc jednak wstawić odrobinę niżej i obserwować efekt, w razie czego przestawiając wyżej. No cóż mleko się wylało, trzeba było jakoś zakamuflować ten wypadek przy pracy. Zasypałam więc całość przesianym przez sitko kakao, co okazało się całkiem niegłupim pomysłem – wypadek zakamuflowany, a smak uzyskał nowy wymiar. Nie jest to już prawdziwe crème brûlée, ale w sytuacji awaryjnej jest to jakieś wyjście😉

Kiedy tarta ostygła włożyłam ją do lodówki, aby stężała. Po schłodzeniu jest gotowa do jedzenia. Smacznego!🙂

creme brulee

tarta z creme brulee

creme brulee tarta

4 thoughts on “tarta creme (całkiem) brulee, czyli przypalona do kwadratu

  1. Brązowy cukier był jednak istotny🙂 Biały się przypali tak jak w tym przypadku a brązowy właśnie rozpuści i zapiecze w chrupiąca złocistą skorupkę. Namiętnie posypuję nim muffinki przed pieczeniem i jeszcze nigdy nic się nie przypaliło.

Zapraszam do komentowania :)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s