wermiszel z makiem i rodzynkami, czyli słodkie drugie śniadanie

W temacie makaronu (ale też kaszy i ryżu) jestem jak Marysia:

Ilekroć gotuję makaron, czy wsypuję kaszę, ryż do risotto czy zupy, w głowie uporczywie coś zawsze mi powtarza „e to za mało chyba będzie...” i potem ląduję jak Marysia z sitem pełnym makaronu albo z zupą, w której łyżka staje dęba. Nic na to nie mogę poradzić i w 90% przypadków zawsze popełniam ten sam błąd.

Przedwczoraj gotowałam makaron do pomidorowej i oczywiście: to za mało chyba będzie… i jeszcze: a co będę taką resztkę zostawiać w opakowaniu, zje się przecież. No i przecież się zje, lekko obsuszony makaron leżąc smętnie na sitku powiedział mi następnego dnia rano dzień dobry. Się powiedziało, że się zje, to się musiało coś wymyślić, żeby się nie zmarnowało.

Przypomniało mi się, że kilka dni temu przeglądałam przepisy, które dostałam kiedyś od Rosołka i coś tam było z makaronem, na słodko, co się dziwnie nazywało: WERMISZEL. Na pomoc przyszedł wujek google informując, że wermiszel to nie żaden tam deser czy inny cud świata, tylko cienki makaron produkowany fabrycznie popularnie zwany u nas nitkami. A wermiszlem zwie się od włoskiego słowa vermicello, czyli „robaczek”. I ot, cała tajemnica.

Okazuje się, że wermiszel spadł mi jak z nieba i makaron otrzymał drugie życie. Raz kozie śmierć, pomyślałam, najwyżej nie wyjdzie, albo będzie niedobre. Ale o dziwo wyszło i na dodatek wsunęłam ze smakiem całość, nawet nie zauważyłam kiedy. Nie przepadam za rodzynkami, wolałabym tutaj zdecydowanie suszone morele albo śliwki, ale dosłownie kilkanaście sztuk też leżało w kuchennej szafce i czekało na zbawienie, a poza tym były w przepisie. W przepisie z kolei nie było maku, który dodałam od siebie bo jakoś tak pomyślałam, że będzie pasował. I zamiast w piekarniku zapiekłam na patelni, bo szkoda mi było grzać piekarnik na taką malutką porcję.

Zapraszam Was zatem na coś z niczego, czyli wermiszel z makiem i  rodzynkami🙂 Przepis dodaję do akcji „Moje wypieki i desery na każdą okazję”, która jest jednocześnie zadaniem konkursowym. Wermiszel z makiem i rodzynkami świetnie sprawdzi się jako drugie śniadanie, bo: 1) pozwala na szybkie przygotowanie czegoś pysznego „z niczego”, 2) można dowolnie żąglować dodatkami i dodawać to, co akurat lubimy/mamy w kuchni, 3) jest to dobry sposób na wykorzystanie resztek, aby się nie zmarnowały🙂 Do wygrania w konkursie jest coś, z czego na bank skorzystam: http://www.mojewypieki.com/info/moje-ksiazki

makaron nitki

Składniki na 1 porcję (na małą patelnię 20cm):

• ok. 5 łyżek ugotowanego makaronu nitki (mój ulubiony to te okrągłe niteczki, nie cięte)
• 1 duże jajko
• 1 łyżka maku
• garstka rodzynek (śliwek suszonych, moreli, czy co tam lubicie)
• 1 łyżka cukru
• ½ łyżeczki cukru waniliowego
• skórka otarta z połowy cytryny
• plaster masła

Rodzynki zalewamy odrobiną wrzątku i odstawiamy na czas pozostałych przygotowań. Żółtko oddzielamy od białka. Białka ubijamy na sztywno, dodając 1 łyżkę cukru. Do ubitych białek dodajemy mak i mieszamy.

Żółtko rotrzepujemy z cukrem waniliowym i skórką z cytryny. Dodajemy odsączone z wody rodzynki, pianę z makiem, a na koniec makaron. Mieszamy delikatnie.

Na patelni roztapiamy plaser masła i rozprowadzamy po całej powierzchni patelni, po bokach też. Wlewamy makaron, równamy powierzchnię i przykrywamy pokrywką. Zapiekamy na malutkim ogniu przez jakieś 10 minut, aż spód się zezłoci. Powinien powstać taki gruby puszysty, delkatny a’la omlet. Kiedy zrumieni się z jednej strony, przekładamy go na drugą. Najłatwiej i najtrudniej jednocześnie byłoby go podrzucić i przewrócić, jak naleśnika, ale nie chciałam ryzykować, więc zdjęłam wermiszel na deskę do krojenia, po czym z powrotem przełożyłam na patelnię. Zapiekamy z drugiej strony jeszcze ok. 5 minut. Gotowy wermiszel przekładamy na talerz i podajemy. Przepis zalecał dekorację z bitej śmietany, ale dla mnie byłoby to już zbyt dużo słodyczy, dlatego poprzestałam na wersji solo. Smacznego!🙂

wermiszel

wermiszel z rodzynkami

Moje wypieki i desery na każdą okazję

2 thoughts on “wermiszel z makiem i rodzynkami, czyli słodkie drugie śniadanie

  1. Jak dobrze wiedzieć, że nie tylko mnie nie udaje się ugotować makaronu, ryżu i kaszy w ilościach mniejszych niż dla batalionu wygłodniałych żołnierzy😀
    Pozdrawiam!

Zapraszam do komentowania :)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s