z wizytą na księżycu

loch muick

Do Loch Muick wiedzie kręta, wąska na jedno auto droga. Jesteśmy w parku narodowym Cairngorms, kawałek na południowy-zachód od Ballater. Z zielonych zadrzewionych terenów wyjeżdżamy nagle na brązowo-szary płaskowyż przypominający księżycowe krajobrazy. Ani żywego ducha, może dwa razy zjeżdżamy do zatoczki, żeby przepuścić auto z naprzeciwka. Dookoła widoki jakich nie powstydził by się Spielberg. Pagórki porośnięte jeszcze zeszłorocznym uschniętym burobrązowym wrzosem. Sceneria idealna do kręcenia filmu z kategorii „końca świata”.

Jedziemy tak dobrych kilkanaście minut, aż droga kończy się parkingiem, całkiem tego dnia zapełnionym. Parking płatny, za to toaleta darmowa (ciągle mnie to zadziwia tutaj, że nawet w największym wygwizdowie uświadczysz cywilizowaną darmową toaletę).

Na dzień dobry napotykamy stado, zabijcie mnie ale nie wiem nadal – jeleni/saren (dla mnie jeleń to pan, a sarna to panienka, ale podobno to nieprawda) wypasających się kilkadziesiąt metrów od ścieżki. Spotykamy też kilkoro emerytów wracających ze szlaku opatulonych jak na Syberii – od stóp po czubek głowy. Zaczynamy się zastanawiać nad naszym własnym odzieniem, bo wybraliśmy się zdecydowanie mniej hardcorowo. Na szczęście nasze obawy okazały się nieuzasadnione, bo pogoda była dla nas tego dnia bardzo łaskawa. Poza tym nasza wyprawa obejmowała trasę najkrótszą – 12 km wokół jeziora, w niższych partiach gór bardziej osłoniętych od wiatru.

DSC_0002

DSC_0005

DSC_0013

Po kilku minutach spaceru jezioro wyłania się spośród gór. Zgodnie z informacjami wyszukanymi w sieci średnia głębokość to 35 metrów, ale miejscami jest i ponad 70 metrów. To robi wrażenie, chociaż we mnie i 2 metry budzą respekt.

DSC_0016_01

DSC_0017

DSC_0019

DSC_0022_01

DSC_0024_01

DSC_0026_01

Szlak wiedzie najpierw dość szeroką, wygodną ścieżką, kilkanaście metrów ponad lustrem wody. Potem robi się dość wąsko i kamieniście. Dookoła pustka. Z jednej strony woda, z drugiej porośnięte wrzosem zbocza, a gdzieniegdzie wściekle zielone drzewa i krzewy. Mijamy małe wodospady, które ni z gruchy ni z pietruchy wylewają się z wnętrza gór i spływają do jeziora.

DSC_0029_01

DSC_0030_01

DSC_0035_01

DSC_0039

DSC_0041

DSC_0045

DSC_0050

DSC_0062

DSC_0055_01

Robimy sobie krótki przystanek tuż na wprost byłej letniej rezydencji Królowej Victorii, jak informuje nas dwóch zdaje się Brytyjczyków, którzy mijają nas właśnie podczas kontemplacji widoku. Naprawdę jest co podziwiać, gdyby zieleń drzew, to klimat byłby zupełnie jak z innej planety.

DSC_0067

DSC_0068

DSC_0069

DSC_0091

Zastanawiam się jaki widok miała Królowa Victoria siedząc sobie nocą przed swoją rezydencją. Wyobrażacie sobie jak ciemno musi być tam nocą, gdy w promieniu kilkudziesięciu kilometrów nie ma żadnych większych źródeł światła?

W połowie drogi wychodzimy na malutką plażę, wokół może nie monumentalne ale i tak robiące wrażenie góry. Słońce co chwilę wychodzi i zachodzi, podświetlając coraz to inne fragmenty gór, jakby chciało nam pokazać na co zwrócić szczególną uwagę. Chciałabym mieć oczy dookoła głowy, żeby nasycić się tym niezwykłym widokiem.

DSC_0085_01

DSC_0065

Przenosimy się na drugą stronę jeziora i mijamy wcale nie tak ogromną jak się wydawało rezydencję Królowej. Okna od wewnątrz zasłonięte okiennicami – szkoda że nie da się zobaczyć co jest w środku.

DSC_0096

Po tej stronie jeziora szlak jest zdecydowanie mniej interesujący – szeroki płaski trakt – w końcu Królowa jakoś musiała do swojej rezydencji dojeżdżać. Po kilku kilometrach dochodzimy do punktu w którym zaczęliśmy nasz spacer.

 

DSC_0098

DSC_0101

DSC_0121

DSC_0120

DSC_0118

DSC_0105Na naszej drodze jednak pojawia się jednak kilka jeleni (?) skubiących sobie trawę wzdłuż ścieżki. Iść dalej? Czekać? Nie bardzo jest wyjście, więc powoli kierujemy się w ich stronę. W miarę naszego zbliżania się zwierzęta oddalają się od ścieżki i zaszywają w pobliskim lasku. Mam wrażenie, że zerkają na nas z podobnym zaciekawieniem.

DSC_0127

Pakujemy się do auta i tą samą krętą droga przez pustkowie wracamy do cywilizacji. Do widzenia mówi nam jeszcze stado rogaczy pasące się przy drodze.

Może w czasie kwitnienia wrzosów powtórzymy tą wycieczkę, tym razem zataczając większy krąg po szczytach gór.

pozdrawiam paula

Zapraszam do komentowania :)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s