enchilladas z indyka z pysznym paprykowym sosem

Enchilladas to ostatnio jedno z moich ulubionych dań jednogarnkowych. To też świetny pomysł na wykorzystanie wrapów. Polecam te pełnoziarniste – są nieco grubsze i nie rozmiękają tak podczas zapiekania jak zwykłe białe wrapy. Zapieczone pozostają miękkie i soczyste, a brzegi chrupiące i kruche. Mięso z indyka najbardziej mi smakuje, próbowałam również z wołowiną, ale indyk w tym przypadku dużo lepiej pasuje. Myślę, że mielone mięso z kurczaka również by się sprawdziło.

No i esencja całego dania, czyli pyszny paprykowy sos. Świetny pomysł na zastąpienie oklepanego pomidorowego sosu. Jeśli lubicie super ostrą wersję można dodać całe suszone papryczki chilli i wszystko razem zblendować. W wersji do dłuższego przygotowania, można papryki  najpierw zapiec w piekarniku lub mocno zgrillować, obrać ze skóry i dopiero zblendować – sos będzie jeszcze lepszy. W szybkiej wersji jaką prezentuję Wam poniżej po prostu dusimy świeże papryki z przyprawami. Całość na początku wydaje się nieco skomplikowana i czasochłonna, ale tak na prawdę to całkiem proste i szybkie danie.

Polecam Wam bardzo, bardzo 🙂

Składniki:

  • 900g mielonego mięsa z indyka
  • 2 cebule
  • 2 łyżki  oleju
  • 4 duże czerwone papryki
  • ostra papryka lub suszone papryczki chilli – do smaku
  • 1 łyżeczka ziaren kuminu
  • 2 ząbki czosnku
  • 1 łyżeczka oregano
  • 1 warzywna kostka rosołowa
  • odrobina cukru i soli do smaku
  • spory kawałek żółtego sera startego na tarce
  • 8 pełnoziarnistych wrapów

Na patelni rozgrzewamy 1 łyżkę oleju i wrzucamy mięso z indyka, smażymy na sporym ogniu rozdrabniając szpatułką lub łyżką. Dodajemy jedna cebulę pokrojoną w kostkę, pół łyżeczki ziaren kuminu oraz szczyptę soli. Smażymy przez kilka minut, aż mięso będzie gotowe do jedzenia. Na koniec dodajemy 1 ząbek czosnku posiekany w drobną kostkę lub przeciśnięty przez praskę oraz jeśli trzeba dosalamy. Odstawiamy mięso do ostygnięcia.

W tym czasie zajmujemy się przygotowaniem sosu. Drugą cebulę kroimy w kostkę i podsmażamy na łyżce oleju. Papryki pozbawiamy gniazd nasiennych i kroimy w średnią kostkę. Do cebuli wrzucamy pozostały kumin, ostrą paprykę, posiekany ząbek czosnku, a na koniec paprykę. Kostkę rosołową rozpuszczamy w połowie szklanki gorącej wody i zalewamy paprykę. Garnek przykrywamy pokrywką i dusimy na niedużym ogniu kilka minut, aż papryka będzie miękka. Zdejmujemy z ognia, blendujemy na gładki sos. Dodajemy szczyptę cukru i ewentualnie odrobinę soli do smaku. Jeśli sos jest zbyt rzadki, można zagęścić go łyżeczką mąki pszennej roztrzepanej z odrobiną wody.

Dno żaroodpornego naczynia wysmarowujemy cienką warstwą paprykowego sosu. Na każdym wrapie rozsmarowujemy łyżkę sosu, układamy trochę mielonego indyka i odrobinę żółtego sera i zwijamy w rulonik. Układamy wrapy w naczyniu, zalewamy pozostałym sosem i posypujemy resztą sera.

Piekarnik rozgrzewamy do 180ºC, enchilladas zapiekamy około 20-25 minut. I gotowe. Smacznego!

 

tort z frużeliną owocową, mascarpone i bitą śmietaną

Ten tort jest jednocześnie prosty i skomplikowany, zwłaszcza dla kogoś kto nie ma cierpliwości. Biszkopt, bita śmietana, mascarpone i owoce to nie fizyka kwantowa, jednak etapowy proces, oczekiwanie wystawia na próbę moją równowagę. Jednocześnie nie wydarzyła się żadna katastrofa, co mnie bardzo cieszy. Jeśli Wam się przydarzy (biszkopt nie wyrośnie, opadnie, frużelina wyjdzie za rzadka) zawsze możecie wziąć duże przeźroczyste naczynie lub ładne pucharki, biszkopt pokruszyć i przełożyć warstwami z frużeliną i kremem mascarpone. To był mój plan B 🙂 W razie gdyby coś…

Tort dla fanów owoców, mascarpone i bitej śmietany.

PS Przepis na biszkopt pochodzi z Moich Wypieków.

Składniki na frużelinę i krem:

  • ok. 500 g czerwonych owoców (ja miałam mrożone truskawki, maliny, jeżyny, porzeczki czarne i czerwone)
  • 6-7 g żelatyny w proszku (użyłam roślinnej)
  • 2 łyżeczki mąki ziemniaczanej lub zastępczo w moim przypadku skrobi kukurydzianej
  • 2-3 łyżki cukru
  • 2 opakowania serka mascarpone po 250 g każdy
  • ok. 500 ml śmietanki 30% (u mnie double cream)
  • 3-4 łyżki cukru pudru
  • kilka małych bez do dekoracji

Składniki na biszkopt (forma 23-26cm):

  • 5 jajek
  • ¾ szklanki mąki pszennej (użyłam zwykłej pszennej mąki)
  • ¼ szklanki mąki ziemniaczanej (zastępczo u mnie skrobia kukurydziana)
  • szczypta soli
  • ¾ szklanki drobnego cukru

Zaczynamy od upieczenia biszkoptu. W czystym garnku lub misce ubijamy białka ze szczyptą soli. Zaczynam ubijanie na najniższych obrotach miksera, przechylając  garnek na bok, tak aby całe białko zebrało się w jednym miejscu. Ubijając na niskich obrotach będziemy mieć pewność, że całe białko będzie ubite i nic nie zostanie na dnie. Po chwili możemy zwiększyć nieco obroty, aczkolwiek, ja ubijam pianę na najniższych. Jeśli naczynie jest czyste, a do białka nie przedostała się ani odrobina żółtka, piana powinna ubijać się bez problemu. Po paru minutach stanie się kremowa i będzie pozostawiać wyraźne ślady po mieszadłach. Teraz dodajemy po łyżce cukier i znów ubijamy, piana stanie się bielutka i błyszcząca. Dodajemy po jednym żółtko i krótko miksujemy. Odkładamy mikser i bierzemy szpatułkę lub rózgę. Wydaje mi się jednak, że ciasto mieszane szpatułką wychodzi bardziej puszyste. Dodajemy po trochu obie mąki, najlepiej przesiewając (ale bez przesiania też da radę) i delikatnie i powoli mieszamy szpatułką.

Dno okrągłej formy (u mnie 23cm) wykładamy papierem do pieczenia, ścianek nie smarujemy niczym. Przelewamy ciasto i pieczemy w temperaturze 16-170ºC około 35-40 minut lub do suchego patyczka (w większej formie ciasto dojdzie szybciej, w mojej dość wysokiej potrzebowało kilku ekstra minut). Gorący biszkopt wyjmujemy z piekarnika i upuszczamy na podłogę z wysokości ok. 30cm. Pozostawiamy do całkowitego wystudzenia.

W tym czasie zabieramy się za frużelinę. Odkładam kilka jeżyn do dekoracji. Owoce (świeże lub zamrożone) umieszczamy w garnuszku i ustawiamy na gaz, zasypujemy 2-3 łyżkami cukru i gotujemy na małym ogniu aż puszczą sok. Żelatynę przygotowujemy według opisu na opakowaniu. Mąkę ziemniaczaną (lub skrobię kukurydzianą) rozmącamy odrobiną wody i wlewamy do owoców, powinno zgęstnieć i nabrać kisielowatej konsystencji. Mieszamy dopóki kisiel nie będzie przeźroczysty. Gasimy gaz i dodajemy żelatynę, mieszamy dokładnie i odstawiamy do całkowitego wystudzenia. Oczywiście nie na podłodze 😉

Do miski przekładamy jeden serek mascarpone, dodajemy 2-3 łyżki frużeliny i mieszamy dokładnie do uzyskania jednolitego kremu.

Mikserem ubijamy słodką śmietankę, dodajemy cukier puder, a następnie drugi serek mascarpone. W razie potrzeby dosładzamy cukrem pudrem.

Mój biszkopt wyrósł z lekkim czubkiem na środku więc, skrajam wierzchnią warstwę tak, by uzyskać płaską powierzchnię. Długim ostrym nożem kroimy biszkopt na trzy części. Pierwszy blat smarujemy mascarpone wymieszanym z frużeliną. Przykrywamy drugim blatem i ten smarujemy frużeliną, która po przestygnięciu nabrała bardziej zwartej i galaretkowatej konsystencji. Nie powinna wylewać nam się z tortu. Frużelinę przykładamy trzecim blatem i teraz cały tort dookoła wysmarowujemy (najładniej jak się da :)) kremem z bitej śmietany i mascarpone. Jeśli krem jest bardzo gęsty i nie chce się rozsmarowywać możemy dodać odrobinę nieubitej śmietany kremówki (lub zwykłej śmietanki, ewentualnie odrobinę mleka). Wysmarowany tort dekorujemy bezami i odłożonymi na początku owocami.

Przechowujemy w lodówce 4-5 dni, biały krem zacznie zmieniać smak i ciasto już nie będzie takie dobre.

Powodzenia!

cottage pie, czyli wiejska zapiekanka

 

Cottage pie pochodzi z terenów Wielkiej Brytanii i Irlandii i była dawno temu sposobem na wykorzystanie nadwyżek lub resztek mięsa. Bardzo często taka zapiekanka przygotowywana była przez biedniejsze rodziny zamieszkujące wiejskie osady („cottage” to taka wiejska chatka). Mięsny gulasz z warzywami, zapieczony pod warstwą puree ziemniaczanego stanowiło pożywny i sycący obiad dla całej rodziny. Z czasem cottage pie stało się znane na całym świecie.

Nic w tym dziwnego. Zapiekanka jest dość prosta i szybka w przygotowaniu, nie wymaga posiadania trudno dostępnych składników, jest sycąca, pożywna, a przede wszystkim bardzo smaczna. Gwarantuję, że jeśli spróbujecie jej raz, na stałe zagości w Waszym menu. Zresztą co ja tam będę… przypieczone ziemniaczki zawsze są gwarancją czegoś pysznego 😉

Spróbujcie sami!

Składniki:

  • 750 g mielonej wołowiny
  • 2-3 marchewki pokrojone w plasterki
  • garść zielonego groszku
  • 1 cebula
  • 1 duży ząbek czosnku
  • 1 łyżka sosu Worchestershire
  • bulion wołowy, może być z kostki (lub tutejsze granulki beef gravy)
  • łyżeczka ciemnego sosu sojowego
  • czarny pieprz
  • 1 łyżeczka koncentratu pomidorowego
  • ewentualnie sól do smaku
  • łyżka mąki pszennej do zagęszczenia sosu
  • ok. 1 kilograma ziemniaków
  • 2 łyżki masła

Ziemniaki gotujemy do miękkości w osolonej wodzie, odcedzamy i tłuczemy z masłem na gładką masę.

W garnku z nieprzywierającą powłoką lub dużym rondlu z pokrywką, najpierw podsmażamy mięso. Kiedy lekko się zezłoci dodajemy pokrojoną w kostkę cebulę i posiekany drobno czosnek. Smażymy jeszcze chwile i dodajemy pozostałe składniki: marchewkę, groszek, sos Worchestershire, sos sojowy, pieprz, bulion wołowy, koncentrat pomidorowy. Łyżkę mąki rozmącamy mniej więcej w połowie szklanki wody i zalewamy tym mięso (jeśli dodajemy granulki gravy nie potrzeba zagęszczać mąką). Mieszamy dokladnie i dusimy 10-15 minut pod przykryciem. Powinien powstać ciemny, niezbyt rzadki ale też niezby gęsty sos. W razie potrzeby dosalamy.

Tak przygotowany mięsny gulasz przelewamy do naczynia żaroodpornego i rozprowadzamy równą warstwą. Pora na ziemniaki. Nie jest to najprostsze zadanie, ale próbujemy rozłożyć w miarę równomierną warstwę puree ziemniaczanego, tak aby nie wymieszać go z mięsem. Zadanie można sobie uprościć odczekując aż mięso zupełnie ostygnie, wtedy łatwiej będzie rozprowadzić ziemniaczaną pierzynkę.

Teraz pozostaje nam już tylko zapiec nasz mięsny placek. Ustawiamy piekarnik na górną grzałkę lub funkcję grillowania. Temperatura 180°C i zapiekamy do momentu, aż ziemniaki ładnie się zarumienią. Podajemy póki gorące i świeże.

Smacznego! 🙂

gulasz wołowy na piwie Guinness

Przyznam, że ostatnio rzadko mi się zdarza przyrządzić coś na prawdę dobrego, ale ten gulasz wyszedł pyszny. Choć to bardziej zasługa składników niż moja, tym bardziej że przepis podkradłam z Kwestii Smaku. Na początku, podczas gotowania wybija bardzo, pomimo niezbyt dużej ilości sos Worchestershire, cały gulasz pachnie nim dość charakterystycznie i dla niektórych może być nieco irytująco. Ale nie zrażajcie się tym, bo efekt końcowy wart jest oczekiwania. Warto też postarać się o malutkie pieczarki i wrzucić je w całości, pozostają jędrne, soczyste i pieczarkowe 🙂

Gulasz podałam po polsku, z tłuczonymi z masłem ziemniakami i kiszonym ogórkiem. Ale myślę, że równie dobrze mógłby smakować z kopytkami lub kluskami śląskimi.

Składniki:

  • 500 g wołowiny gulaszowej
  • odrobina soli i pieprzu
  • 1 łyżka sosu sojowego
  • 2 łyżeczki czerwonej papryki słodkiej
  • odrobina oleju do smażenia
  • 1 duża cebula
  • 3 ząbki czosnku
  • 1/4 łyżeczki czerwonej papryki ostrej
  • 1/2 łyżeczki brązowego cukru
  • 1 łyżeczka sosu Worcestershire
  • 1/2 szklanki ciemnego piwa Guinness
  • 1/2 szklanki bulionu (użyłam wołowego z kostki)
  • 1 łyżka masła
  • 300 g pieczarek, najlepiej małych
  • 1 łyżeczka mąki pszennej

Z sosu sojowego, soli, pieprzu i 1 łyżeczki słodkiej papryki robimy marynatę do której wrzucamy wołowinę pokrojoną w średniej wielkości kostkę. Odstawiamy na czas przygotowania pozostałych składników.

Cebulę kroimy w piórka, czosnek w kostkę lub plastry. Pieczarki obieramy i odkładamy na bok, będą potrzebne dopiero na koniec. W garnku, najlepiej takim z nieprzywierającą powłoką rozgrzewamy odrobinę oleju. Na gorący olej wrzucamy zamarynowane mięso i smażymy na sporym ogniu, tak by się podsmażyło a nie udusiło. Kiedy mięso się podrumieni, wrzucamy cebulę i smażymy jeszcze chwilę na sporym ogniu. Następnie zmniejszamy ognień, dodajemy czosnek, przyprawy, sos Worchestershire, bulion i piwo, przykrywamy garnek pokrywką i dusimy na małym ogniu ok. 3 godziny.

Kiedy mięso jest już miękkie, na patelni rozgrzewamy kawałek masła i rumienimy na nim pieczarki. Zrumienione pieczarki razem z masłem wrzucamy do gulaszu. Dusimy jeszcze maksymalnie 10 minut, tak by pieczarki pozostały jędrne i straciły kształtu.

Na koniec zagęszczamy sos mąką pszenną. Podajemy z tłuczonymi ziemniakami lub pieczywem. Fajnie komponuje się z kiszonym ogórkiem 🙂 Smacznego!

 

wiosenna owsianka z owocami

Nigdy nie przepadałam szczególnie za owsianką, ani na mleku, ani na wodzie – obie były mdlące i bez smaku. Ostatnio bardzo się to zmieniło, od kiedy odkryłam połączenie płatków owsianych i owoców. Zwłaszcza połączenia tych słodkich jak banany i maliny i kwaskowatych – jeżyn, wiśni i porzeczek. Owoce zmieniają nudną owsiankę w pyszne, kolorowe śniadanie, które aż chce się jeść. Zwłaszcza w taki słoneczny poranek.

Jeśli więc wraz z wiosną chcecie nieco zmienić dietę i rozpocząć dzień zdrowym śniadaniem, polecam przetestowanie takiej właśnie owocowej owsianki. Możecie posypać ją dodatkowo ziarnami lnu – będzie jeszcze zdrowsza 🙂

Składniki:

  • ¾ szklanki płatków owsianych
  • 2 łyżeczki miodu
  • 1 mały banan
  • garść mrożonych owoców (maliny, jeżyny, truskawki, porzeczki czerwone i czarne, wiśnie)
  • szczypta soli

Płatki owsiane zalewamy wodą tak, aby były zakryte, ale niezbyt dużo by zdołały wchłonąć cały płyn. Dodajemy szczyptę soli, mieszamy i gotujemy 2-3 minuty.

Jeśli lubicie owsiankę na ciepło, dodajcie owoce już na samym początku, rozmrożą się i zagrzeją. Jeśli wolicie na zimno, mrożone owoce można dodać pod koniec gotowania.

Ugotowaną owsiankę przekładamy do miseczki, dodajemy pokrojonego w plasterki banana i dosładzamy miodem. Gotowe!