kartka z kalendarza – rustykalny placek z morelami

Dziś chciałam zaproponować Wam bardzo prosty i nie wymagający szeregu składników, nieco swojski, placek z morelami. Znalazłam ten przepis w kuchennym kalendarzu-zdzieraku, zaciekawił mnie udział mąki krupczatki i brak jakiegokolwiek spulchniacza typu proszek do pieczenia, a poza tym uwielbiam morele 🙂

Problem miałam z pieczeniem – zgodnie z przepisem placek miał się piec 25 minut w temperaturze 160ºC, tak też więc piekłam. Natomiast zerkając co chwilę przez szybkę piekarnika wydawało mi się, że w ogóle się nie piecze, więc włączyłam termoobieg, który podwyższa temperaturę i dodałam 10 minut. Wreszcie zaczęło się coś dziać. Natomiast gdyby nie mama, to piekło by się i piekło pewnie ze sto lat, bo w końcu po jakiś 45 minutach sprawdziłam patyczkiem czy nie jest surowe, bo blade było ciągle. Okazało się, że ciasto jest gotowe. Pewnie gdybym piekła je trochę krócej byłoby bardziej miękkie, ale i tak  zjadłyśmy od razu po dwa kawałki. Ciasto jest mało słodkie (jeśli lubicie słodsze ciasta warto dodać więcej cukru) o wyraźnej, nieco grudkowatej teksturze. Morele świetnie pasują, bo nic nie zakłóca ich słodkiego smaku.

Jeśli lubicie eksperymenty w kuchni – spróbujcie, a nóż widelec Was zasmakuje 🙂

ciasto morelowe

Składniki (piekłam w małej kwadratowej blaszce):

· 2 szklanki mąki krupczatki
· 4 jajka
· ½ szklanki cukru pudru
· 30 g masła
· 500 g moreli
· sok z połowy cytryny

proste ciasto

Miękkie masło miksujemy z cukrem, jajkami i sokiem z cytryny. Następnie dodajemy mąkę krupczatkę i miksujemy 3-4 minuty do uzyskania możliwie gładkiej masy (mąką krupczatka jest dość ziarnista, więc ciasto nie będzie idealnie gładkie). Po zmiksowaniu masa będzie dość gęsta.

Morele myjemy, przekrawamy na połówki i usuwamy pestki.

Piekarnik nagrzewamy do 160º. Formę do ciasta wykładamy papierem do pieczenia lub smarujemy masłem i wysypujemy mąką krupczatką. Wykładamy ciasto i wyrównujemy wierzch. Układamy połówki moreli. Zgodnie z oryginalnym przepisem pieczemy 25 minut w 160ºC. Ja piekłam prawie 50 minut (w trakcie uruchomiłam termoobieg) bo ciągle wydawało mi się, że się nie piecze, bo było bardzo blade – ale widać taki jego urok 😉 Najlepiej po 25 minutach po prostu sprawdzić patyczkiem, czy ciasto jest gotowe. Po upieczeniu jeszcze ciepłe posypać cukrem pudrem lub posmarować syropem cukrowym (odrobina ciepłej wody + cukier). Ciasto przechowujemy zawinięte w woreczek foliowy lub w szczelnym pojemniku, bo może wysychać. Smacznego!

placek z morelami

rustykalny plaek morelowy

kartka z kalendrza – sycylijska sałatka

Kolejna propozycja z cyklu – kartka z kalendarza – pomysł dość ryzykowny, aczkolwiek zaskakująco smaczny i godny polecenia. Świetna sałatka na gorące dni, lekka i ożywcza – taki zastrzyk energii. Pomarańcze i oliwki super razem smakują, a lekkie posypanie solą sprawia, że pomarańcze tracą kwaskowatość pozostawiając samą słodycz owoców. Spróbujcie sami 🙂

sałatka z pomarańczy

Składniki (na porcję dla 1 osoby):

· 2 pomarańcze
· 1 mała czerwona cebula
· kilka zielonych oliwek (u mnie nadziewane papryką)
· sól i świeżo mielony czarny pieprz
· odrobina oliwy z oliwek

Pomarańcze obieramy ze skóry i kroimy w dość sporej wielkości kostkę. Czerwoną cebulę kroimy w cienkie piórka. Oba składniki mieszamy razem dodając odrobinę soli i świeżo zmielonego czarnego pieprzu. Na koniec dodajemy kilka oliwek i całość skrapiamy oliwą z oliwek. Sałatka gotowa 🙂 Smacznego!

sałatka z pomarańczy

kartka z kalendarza – gulasz transylwański

Dziś kolejna propozycja przepisu z kalendarza, o którym kiedyś Wam wspominałam.  Nie wiem co Wam kojarzy się z Transylwanią, ale mnie przychodzi na myśl wyłącznie Dracula. Natomiast nazwa tego gulaszu to świetny chwyt marketingowy, bo przepis od razu zwrócił moją uwagę. I Luby podekscytował się, gdy powiedziałam mu, że na obiad będzie gulasz transylwański. Wyobraźcie sobie jaki był zawiedziony, gdy podałam  – mięso z kapustą kiszoną. Biedak nastawił się na coś oryginalnego, wyszukanego i koniecznie ostrego, a tu łopatka z kapustą 🙂

Pewnie wiele z Was po zapoznaniu się z przepisem będzie zawiedzionych, bo kapusta kiszona z mięsem to żadne odkrycie. Ale z ciekawości zajrzałam w google żeby sprawdzić, czy to tylko dobry chwyt marketingowy twórcy przepisu, czy gulasz transylwański istnieje naprawdę. Okazuje się, że tak. Gulasz transylwański to inaczej gulasz szeklerski – nazwa pochodzi od ludu zamieszkującego Transylwanię zwanego Szeklerami. Z tego ludu pochodził podobno również Dracula, stąd moje skojarzenie okazuje się nie tak zupełnie od czapy 😉

Mnie smakował bardzo – może dlatego że już wiedziałam co wchodzi w jego skład. Luby po tak dużym rozczarowaniu nie potrafił docenic jego smaku. A gulasz jest naprawdę dobry.

gulasz szeklerski

Składniki na 2 potężne porcje z dokładką, czyli na 4 osoby, które jedzą mniej 😉 :

· 500 g łopatki wieprzowej
· 400 g kiszonej kapusty
· 2-3 cebule
· plaster smalcu lub odrobina oleju
· 150-200 ml kwaśnej śmietany
· 2 ząbki czosnku
· ½ łyżeczki zmielonego kminku (ja nie dodałam)
· ½ łyzki mąki
· ½ łyżeczki słodkiej papryki
· sól do smaku

Łopatkę myjemy, okrawamy z jakiś niepożadanych elementów i kroimy w kostkę. Na dużej patelni (z przykrywką) lub w rondlu rozgrzewamy plaster smalcu (lub olej). Obsmażamy mięso, a następnie dodajemy pokrojoną w drobną kostkę cebulę, smażymy aż się zeszkli i podlewamy wodą – niezbyt dużo, ale tyle żeby mięso miało się w czym dusić. Dodajemy paprykę, solimy i dusimy pod przykryciem do miękkości mięsa (czyli ok. 50-60 minut). Po tym czasie pora na dodanie kminku (pominęłam ten krok) oraz przeciśniętego przez praskę, albo drobno pokrojonego czosnku.

Kapustę odciskamy z nadmiaru soku, aby gulasz nie był zbyt kwaśny, kroimy na mniejsze kawałki i dodajemy do mięsa. Jeśli jest taka potrzeba, podlewamy odrobiną wody i dusimy do momentu, aż zmięknie kapusta, mieszając od czasu do czasu.

Na koniec zalewamy śmietaną wymieszaną z mąką, dusimy jeszcze kilka minut, jeśli trzeba dosalamy. Podajemy z ziemniakami lub z kaszą jęczmienną. Z bułką maczaną w sosiku smakuje równie dobrze 🙂

Smacznego!

gulasz szeklerski

kartka z kalendarza – tarta miodowo-orzechowa

Dawno nie było niczego na słodko, dlatego dzisiaj przychodzę do Was z podwójną porcją słodkości i kalorii 🙂

Przepis zaczerpnięty po raz kolejny z kuchennego kalendarza-zdzieraka, o którym wspominałam przy okazji przepisu na banany w cieście z miodem i sezamem Jedyna zmiana jaką wprowadziłam to dodanie orzechów laskowych i migdałów, bo pierwotnie przepis zakładał jedynie fistaszki. Myślę też, że gdyby dodać orzechów włoskich np. zamiast laskowych tarta zyskała by jeszcze inny aromat.

Co my tu mamy? Na kruchym spodzie, że użyję fachowego określenia – w ciapkowatej (ale tak przyjemnie ciapkowatej), słodkiej  masie miodowo-jajecznej, siedzi sobie cała gromada orzechów. Czego chcieć więcej? Chyba tylko mocnej, czarnej, niesłodzonej kawy dla przełamania smaku 🙂

Przyznam się, że nieco obawiałam się tej jajecznej masy i efektu orzechów w jajecznicy, ale okazuje się, że zupełnie niepotrzebnie. Nie potrafię porównać do niczego tej masy o wyraźnie miodowym smaku – nie jest to ciasto, ani nie jest to krem, ale ciapkowatość jest zdecydowanie przyjemna w smaku i konsystencji 😉

Spróbujcie koniecznie!

ciasto z miodem i orzechami

Składniki:

· 2 szklanki mąki
· 200 g masła
· 2/3 szkalnki cukru pudru
· 4 jajka
· 2/3 szklanki miodu (w stanie stałym)
· sok z 1 cytryny
· skórka starta z 1 cytryny
· 400 g orzeszków ziemnych niełuskanych w moim przypadku
· 2-3 garście migdałów
· garść orzechów laskowych

Mąkę i połowę masła posiekałam nożem, dodałam dwie łyżki cukru pudru, jedno jajko i jedną łyżkę zimnej wody. Zagniotłam możliwie jak najszybciej ciasto, a następnie zawinęłam w foliowy woreczek i do lodówki na 15 minut, według przepisu. A według czasu dużo dłużej, bo musiałam obrać w tym czasie cały worek orzechów ziemnych i zeszło mi z pól godziny, dlatego jeśli macie możliwość użyć już obranych orzechów to polecam – duża oszczędność czasu 😉

ciasto z miodem i orzechami

Po czasie chłodzenia w lodówce ciasto rozwałkowałam na mniej więcej okrąły placek i wyłożyłam nim silikonową formę do tarty, boki formy również. Całą powierzchnię ponakłuwałam widelcem i włożyłam na 10 minut do piekarnika nagrzanego do 180ºC (bez termoobiegu).

W tym czasie, gdy piekło się ciasto utarłam mikserem pozostały cukier puder z drugą połową masła, a następnie dodałam 3 jajka i zmiksowałam całość ponownie. W rondelku rozpuściłam miód, a gdy był juz płynny dolałam go do masy jajecznej. Zmiksowałam wszystko jeszcze raz, aby składniki dobrze się połączyły. Cytrynę sparzyłam wrzątkiem i starłam do masy całą skórkę, a potem wycisnęłam sok (uwaga na pestki!). Wymieszałam masę z orzechami ziemnymi (masa to tak trochę na wyrost powiedziana, bo jest raczej płynna)  i po 10 minutach pieczenia spodu tarty wylałam na nią masę z orzeszkami, a na wierzchu rozsypałam dodatkowo orzechy laskowe i migdały.  I znów do piekarnika na 40 minut (temperatura bez zmian). Jednak po ok. 30-35 minutach wyłączyłam grzałki, bo wierzch już był ładnie przypieczony i nie chciałam żeby się przypalił, a w silikonowej formie jakoś szybciej się piecze, więc zwróćcie na to uwagę – wiadomo każdy piekarnik inaczej grzeje. Mnie troszkę przysmoliło brzegi, bo masa jajeczne wylała się poza brzeg ciasta, który opadł nieco po upieczeniu, ale spód wypiekł się pięknie, na złoto.

Smacznego!

ciasto z miodem i orzechami

ciasto z miodem i orzechami

kartka z kalendarza – banany w cieście z miodem i sezamem

Okazuje się, że ciekawe inspiracje kulinarne można znaleźć tam, gdzie najmniej się tego spodziewamy. Podczas ostatnich zakupów spożywczych na dziale z prasą natknęłam się na kalendarze – kuchenne zdzieraki – wiecie takie klocki z szarego papieru – z jednej strony data, z drugiej przepisy. Nie zwróciłabym rzecz jasna większej uwagi na nie, gdyby nie wielka pomarańczowa naklejka „przecena” 🙂 Kalendarza nie potrzebuję, ale przepisowa zawartość mówiła: „kup mnie, to tylko 3,50zł” 🙂 I tak kalendarz z przepisami znalazł się w mojej kuchni. Wprawdzie okładka informuje, że to kuchnia polska, ale po dokładnym przekartkowaniu okazało sie, że znajdziemy tam prócz rodzimych przepisów, przekrój kuchni całego świata. No albo prawie całego. Dodatkowo niektóre przepisy i zestawienia składników sa (przynajmniej dla mnie) niespodzianką, np. sałatka ryżowo-bananowa (z majonezem!), sałatka z pomarańczy i oliwek, czy przepis na kapustę pekińską z mleczkiem kokosowym, są tu też pomysły na nalewki, kompoty, ciasta – wszystko czego dusza zapragnie.

Mam tu za 3,50zł całą skarbnicę pomysłów i nie zawaham się jej użyć 😀 Wielokrotnie.

Połączenie bananów, miodu i sezamu okazało się strzałem w dziesiątkę. Sezam i miód świetnie uzupełniają się z bananem. Deser pomimo, że banan i miód to sama słodycz, nie jest ulepkowy. Ciasto jest neutralne, a sezam dodaje świetnego aromatu. To połączenie zdecydowanie wygrywa u mnie w starciu ze standardowym zestawieniem banan-czekolada. Wprowadziłam jedynie minimalne zmiany do przepisu. Spróbujcie koniecznie! 🙂

banany deser

Składniki (wystarczy na 3-4 banany, w zależności jak hojnie będziecie maczać je w cieście):

· 3 banany (ja lubię dużo ciasta :))
· 1 szklanka mąki
· szczypta soli
· ½ łyżeczki proszku do pieczenia
· 1 jajko
· 3 łyżki sezamu do wsypania do ciasta + jeszcze trochę do posypania
· miód
· olej do smażenia

W pierwszej kolejności przygotowujemy ciasto. W garnku mieszamy jajko, mąkę, sól i proszek do pieczenia, a następnie po trochu dolewamy wody. Ciasto powinno mieć konsystencję dość gęstej śmietany. Im będzie rzadsze, tym cieńszą jego warstwę będziemy mieć na bananie, ale też trudniej będzie je na tym bananie utrzymać podczas smażenia. Ciasto odstawiamy nakilkanaście minut, aby trochę przepracowało i urosło.

Na patelni rogrzewamy dość sporą ilość oleju. Banany obieramy ze skóry, kroimy na pół, a potem wzdłuż na pół. Z każdego banana powstaną 4 kawałki. Każdy obtaczamy w cieście i kładziemy na gorący olej. Smażymy na średnim ogniu, do zezłocenia, po obu stronach (można też usmażyć banany w głębokim oleju, jeśli mamy taką możliwość, wtedy nie trzeba będzie obracać).

Odsączamy nadmiar tłuszczu na papierowym ręczniku. Polewamy miodem oraz posypujemy sezamem. Podajemy ciepłe. Smacznego! 🙂

banany deser

deser bananowy