10 rzeczy, których absolutnie (nie)potrzebujesz w kuchni

colander-spoon-mama-nessie

Przedstawiam Wam dziś 10 użytecznych gadżetów kuchennych, które ułatwią i uprzyjemnią Wam pracę w kuchni. Oczywiście nie są to narzędzia niezbędne, które w każdej kuchni pojawić się powinny, ale mogą okazać się niezastąpione, kiedy już zaczniecie ich używać 🙂

KLIPSY/KLAMERKI DO TOREBEK

klamerki klips

Ile razy zdarzyło Wam się znaleźć w kuchennej szafce rozsypaną kaszę, makaron lub inne sypkie produkty w otwartych opakowaniach? Jest na to bardzo prosty sposób, który pozwala zachować porządek w i utrzymać dłużej świeżość produktów, np. przypraw w otwartych papierowych i foliowych opakowaniach. Wystarczy brzeg torebki zawinąć i zabezpieczyć klipsem/klamerką.

SPIRALNA WIELOFUNKCYJNA OBIERACZKA

3-in-1-Rotate-font-b-Peeler-b-font-Fruit-Vegetable-font-b-Spiral-b-font_grande

Obieraczka do warzyw jest już pewnie wszystkim dobrze znana. Ale trzy funkcje zamknięte w jednym małym narzędziu to już coś! Taką obieraczką zrobisz ostatnio bardzo popularne warzywne spaghetti i pokroisz ogórki w plastry na mizerię. Oczywiście możesz tradycyjnie wykorzystać ją do obrania marchewki, ale kto by się tak ograniczał 😉 Małe, poręczne narzędzie 3-w-1, które nie zajmie w kuchni dużo miejsca i zawsze będzie pod ręką kiedy go potrzebujesz.

PATELNIA Z PODZIAŁKĄ

Master.Pan.Meal.Skillet1

Super sprawa jeśli nie lubisz zmywać i masz na tyle podzielną uwagę, że jesteś w stanie ogarnąć kilka posiłków na jednej patelni 😉 Przygotowujesz śniadanie dla rodziny i każdy ma ochotę na coś innego? Jajko sadzone, jajecznica, tosty francuskie, placuszki? Proszę bardzo! Przygotowujesz sobie na szybki obiad rybę, warzywa, tudzież filety z kurczaka i podsmażane ziemniaczki? Voila! A potem do zmycia tylko jedna patelnia 🙂

PAN JAJKO


Nie wiem jak tam u Was w kwestii jajek na miękko, ale u mnie zawsze był z tym problem. Pamiętam, że jako dziecko miałam specjalny plastikowy talerzyk z pojemnikiem na jajko na miękko. W miarę dorastania najwyraźniej spożycie jajek na miękko zmalało znacznie, więc i talerzyk w dziwnych okolicznościach przyrody znikł. A kto w dorosłym życiu pamięta, by zaopatrzyć się w kieliszek na jajko na miękko, jeśli jajko je się parę razy do roku? Stąd też ilekroć przyszła mi ochota na jajko na miękko musiałam kombinować jak by je tu posadzić. Był więc i kieliszek od wódki (o dziwo kieliszki do wódki są zawsze w każdym domu, nawet jeśli wódkę pije się najwyżej parę razy do roku…) i w najgorszym wypadku plastikowa tudzież papierowa wytłoczka do jajek. Dla fanów jajek na miękko i tych pozostałych, którzy jajko na miękko jedzą od wielkiego dzwona pojawiło się rozwiązanie: Pan Jajko.

ELEKTRONICZNA WAGA I MIARKA W JEDNYM

waga miarkaTo zdecydowanie coś dla mnie. I dla każdego, kto nigdy nie wie ile to 170g mąki albo 150g cukru, czy wlewa „na oko” 200ml wody 🙂 Jak wiadomo na oko to chłop w szpitalu umarł, więc w tej sytuacji zbawienny może okazać się taki oto gadżet kuchenny. Zamiast wagi i miarki, mamy jedno sprytne narzędzie, które pomoże nam się ogarnąć w kuchennym świecie.

WKŁADKA DO GOTOWANIA NA PARZE

wkładka do gotowania na parze

Kolejne bardzo sprytne narzędzie, które zastąpi drogie i zajmujące miejsce garnki do gotowania na parze. Byłam posiadaczką takiego w wersji nieco starszej (metalowej) i byłam bardzo z niego zadowolona. Fajne jest to, że wkładka dopasowuje się do wielkości garnka, łatwo się myje, a po złożeniu zajmuje mało miejsca. No i oczywiście pozwala gotować na parze, co jest jego główną zaletą 🙂

MIARKA DO SPAGHETTI

miarka-do-makaronu-z-dinozaurem-doiyPamiętacie Marysię z „Nie lubię poniedziałków” i scenę w której gotuje makaron na obiad? Mam generalnie ten sam problem. Jeśli macie tak jak ja i zawsze, ale to zawsze gotujecie za dużo spaghetti, z którym potem nie wiadomo co zrobić, być może T-Rex będzie dobrym rozwiązaniem.

BUTELKA 8 W JEDNYM

8 w jednymKolejne całkiem sprytne narzędzie, które rozwiąże problem braku w naszej kuchni kilku drobnych, acz przydatnych narzędzi codziennego użytku. Być może nie jest to kombajn kuchenny, który przetrwa kolejnych 10 lat, ale myślę, że fajnie sprawdzi się do małej kuchni, gdzie każdy skrawek miejsca jest na wagę złota. Wędrując od góry mamy: lejek, wyciskarkę do cytryn, małą tarkę do przypraw, siekacz do jajek, tarkę do sera, otwieracz do zakrętek, separator do jajek i na koniec, pojemnik z miarką.

GADŻECIARSKI ZAPARZACZ DO HERBATY

0005095_zaparzaczka-do-herbaty-leniwiecCzy pan leniwiec nie wydaje Wam się uroczy? Zamiast cedzić patyki z zielonej herbaty przez zęby, można zapakować je panu leniwcowi do brzuszka i z przyjemnością popatrzeć na jego rozanielony wyraz pyszczka. A co! Kto nam zabroni?

PODPÓRKA POD POKRYWKĘ

pot lift

Znacie tą historię: wyszliście tylko na chwilę z kuchni, a garnek był przecież na małym gazie…i znów kuchenka do mycia. Owieczka, świnka i kogucik pomogą zapobiec nieszczęściu i potrzymają dla nas pokrywkę, aby nic nie wykipiało. Mała rzecz, a cieszy 🙂

Który z przyrządów najbardziej wpadł Wam w oko? A może już któregoś już używacie? Piszcie w komentarzach.

pozdrawiam paula

Reklamy

skąd się bierze mleko?

Przy okazji przepisu na galette z gruszkami, wspomniałam Wam o pewnych moich przemyśleniach związanych z jedzeniem i dezorientacji i złości, która w tym temacie się u mnie pojawiła. Pomyślałam sobie: fuck it! dlaczego mam męczyć się ze swoimi myślami sama? Pomęczmy się razem.

Wszystko zaczęło się od bólu i zmęczenia. Codzienny wysiłek fizyczny powoduje, że czuję moje ciało inaczej niż kiedyś. Czuję, że mam mięśnie, stawy, czuję różnicę, między zmęczeniem fizycznym, ospałością, a sennością. Pracuję w restauracji, całymi dniami jestem na nogach, w ubiegłym roku poza pracą pokonałam na piechotę ponad 200km. W moim poprzednim dość regularnym i w większości siedzącym trybie życia nie miałam takich problemów, natomiast zyskałam między innymi dzięki pracy fizycznej bliższy kontakt z własnym ciałem. Jakiś czas temu w przypływie głodu zamiast myśli „muszę wrzucić coś na szybko” pojawiło się: „czy to co zjem doda mi energii na kilka kolejnych godzin pracy?”

Praca w restauracji pozwoliła mi też obserwować sobie swobodnie nawyki żywieniowe i jedzeniowe wybory innych ludzi. I tak sobie myślę, że generalnie nie zastanawiamy się nad tym co jemy. Podążamy dzień w dzień utartą ścieżką, nie słuchając ani głosu rozsądku ani własnego ciała.

Pamiętacie mój wpis „Składam się z ciągłych powtórzeń”? O tym, że moją kuchnię opanowały flatbready z Tesco i lasagne? Od tamtego momentu zaczęłam nieco większą uwagę zwracać na to co jem i tym samym co kupuję. Przypadek zechciał, że obejrzałam dokument „Food matters”. Netflix uznał, że ponieważ obejrzałam „True cost” to może zainteresuje mnie „Food matters” i zainteresował. Po nim przyszedł „Vegucated” i „Food Inc.” (linki do wszystkich materiałów filmowych na samym dole)

Jestem dorosłym człowiekiem, przecież dobrze zdaję sobie sprawę z tego, że schabowy czy wołowina na moją nieszczęsną lasagne była kiedyś częścią świni i krowy. Przecież wiem, że ktoś tą świnię i tą krowę musiał pozbawić życia. Skąd więc zaskoczenie? Bo nie chciałam wiedzieć jak to się odbywa? Bo nie chciałam tego zobaczyć na własne oczy? Wtedy przypomniałam sobie krowy, które spotkaliśmy wielokrotnie podczas naszych pieszych wędrówek. I moje porównanie ich do wielkich kudłatych psów. I przypomniało mi się jak z ciekawością podchodziły do ogrodzenia, a niektóre nawet dały się podrapać po pysku. Czy zjadłabym mojego psa? Nie. Czy zjadłabym jakiegokolwiek innego psa? Nie. Czy gdyby podczas naszego zaprzyjaźniania się z krowami pasącymi się przy drodze, wyszedł do nas gospodarz i powiedział: „Hej, powiedz która krowa podoba Ci się najbardziej ukroję ci kawałek!” powiedziałabym: „super, poproszę mi zmielić tą śliczną kudłatą rudą, tą co właśnie karmi cielaczka, musi być pyszna”.

DSC_0237

Powiedziałabym tak? Nie! Spierdzielałabym od świra w podskokach, w strachu że jeszcze mnie będzie chciał poćwiartować. Skoro tak, to jak to się dzieje ze nie widzę związku pomiędzy tym:

DSC_0025

a tym:

?

Potrzebowałam, żeby ktoś mi to wytłumaczył, uruchomił w mojej głowie jakiś ciąg logicznych połączeń, który ogarnąłby choć trochę ten chaos i co tu dużo mówić całkiem konkretny wkurw. Jak to się dzieje, że jedzenie mięsa wydawało mi się zawsze oczywiste i naturalne. Przez godzinę oglądałam wykład „101 powodów aby przejść na weganizm”. Tytuł brzmi cokolwiek durnie, co najmniej jak: 10 sposobów jak rzucić chłopaka albo 100 powodów dla których koniecznie musisz kupić srajfona.  Ale przedstawione argumenty, które mają w jakiś sposób otworzyć nasz umysł i spowodować, że zaczniemy się zastanawiać, wydają się być całkiem logiczne. Przytoczę choćby jeden. Wyobraź sobie kilkumiesięczne dziecko. Stawiasz przed nim jabłko i pisklaczka. Z czym dziecko będzie próbowało się pobawić, a co zjeść? Logika całkiem słusznie podpowiada, że dziecko będzie chciało bawić się z inną żywą istotą, a nie z jabłkiem. A co gdybyśmy zastali dziecko z głową pisklaka w buzi, co automatycznie wyrwałoby się z naszych ust? „Tego się nie je!”. W następnej kolejności wykręcalibyśmy numer do egzorcysty. Racja?

Czy zastanawialiście się kiedyś skąd się bierze mleko? Z kartonu. Ze sklepu. Tak pewnie odpowiedziałaby większość nastolatków, którzy krowę widzieli kiedyś na obrazku w książce. Ktoś kto w dzieciństwie jeździł na wakacje na wieś do dziadków i widział krowę na własne oczy, a nawet pił świeże jeszcze ciepłe mleko powie – od krowy. Zgadza się. Mleko jest od krowy. W moim jeszcze niedawnym wyobrażeniu, aby otrzymać mleko potrzebna jest staruszka z chustką na głowie i taboretem w ręce, tudzież w wersji bardziej rozwiniętej technologicznie – gospodarz w gumofilcach i maszyneria podłączana do krowich wymion. Krowa zadowolona, że ktoś pozbawił ją ciężaru dyndającego miedzy nogami, mleko na stole. Tyle wyobrażenie. A teraz pytanie za 100 punktów. Pytanie którego, dam sobie uciąć rękę, 99% z nas (w tym ja) nigdy sobie nie zadało. KIEDY KROWA DAJE MLEKO?

Odpowiedź: kiedy jest w ciąży i rodzi cielaczka. Odpowiedź na to pytanie jest tak oczywista, prosta i logiczna, a jednak nigdy nie uświadomiłam sobie tego faktu (a Wy?) Krowa daje mleko, kiedy rodzi cielaczka.

A teraz oczami wyobraźni przenieśmy się do najbliższego większego supermarketu i stańmy przed regałem z nabiałem. Hektolitry mleka. Całe morze mleka zapakowane w eleganckie kartony z podobiznami uśmiechniętych krów wypasających się na wiecznie zielonej trawie w blasku słońca. I spróbujmy sobie odpowiedzieć na inne pytanie: co pije cielaczek?

No i pytanie numer trzy: jak to się dzieje, że mleko jest codziennie w sklepie? Nie musimy czekać,  bo krowa dopiero zapoznaje się z bykiem i zaloty muszą swoje potrwać zanim nastąpi konsumpcja związku. Potem ciąża, cielaczek itd…

Kiedy już zadamy sobie te trzy pytania i gdy sobie na nie odpowiemy, to kiedy kolejny raz sięgniemy po karton „łaciatego” to już nie będzie to samo mleko. Albo raczej to my nie będziemy już tą samą osobą. A przynajmniej wiele z nas, bądźmy szczerzy – różne mamy poziomy empatii.

Świadomość powyższego walnęła mnie jak obuchem w łeb. Skąd we mnie całe życie idiotyczne wręcz przekonanie, że krowa się cieszy jak ktoś jej mleko zabiera? Mleko przeznaczone dla jej dziecka. Nie wiem jak Wam, ale mnie wydaje się to grubo nie w porządku.

Nie chcę i nie będę tutaj wygłaszać mądrych opinii na temat żywienia, zdrowego trybu życia itp. Nie znam się na medycynie, nie jestem ani lekarzem ani naukowcem, nigdy w życiu nawet nie byłam na diecie. Ba! Ja nawet nie chciałam tego wiedzieć, ani widzieć. Ale tego co już się zobaczyło nie da się odzobaczyć, uważam się za dość wrażliwą i empatyczną osobę, wiec trudno mi ignorować to co zobaczyłam i to czego się dowiedziałam. Czytam, słucham, oglądam, myślę i w mojej głowie pojawiają się pytania i wątpliwości czy przypadkiem ktoś całe życie nie robił mnie w trąbę?

Bo w sumie tak na zdrowy rozum i czystą logikę – dlaczego akurat człowiek powinien pić krowie mleko? A czemu nie mleko świnki, albo szympansa który ewolucyjnie człowiekowi jest najbliższy? Skoro małe świnki piją mleko świnki, szczeniaczki piją mleko suczki, jagniątko pije mleko owcy, mały szympans pije mleko swojej mamy szympansicy, a cielaczek…no właśnie.

Jeśli szukacie odpowiedzi na pytania zawarte w tekście:

Materiały filmowe dotyczą wielkich hodowli przemysłowych, które stanowią pewnie większość w światowym przemyśle spożywczym. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie wszędzie produkcja mięsa, mleka czy jajek wygląda w ten sposób i tutaj pojawia się kolejny problem: czy nawet jeśli krowa, świnka czy kura miały szczęśliwe życie, mamy prawo je tego życia pozbawić, tylko po to by zjeść kotleta?

Macie coś do dodania? Jeśli macie swoje przemyślenia w tym temacie, proszę podzielcie się nimi w komentarzu.

 

pora deszczowa

coffee colour

Nadeszła pora deszczowa. Od zeszłego wtorku pada, z małą przerwą z okazji Sylwestra. Nie to, żeby lało przez godzinę czy dwie. Po prostu pada non stop. Kapuśniaczek, drobny siarczysty deszczyk, mocniejszy deszcz o dużych kroplach – wszystkie rodzaje deszczu jakie możecie sobie wyobrazić. Żeby tego było mało – wieje. We wszystkich możliwych kierunkach. Porywiście. Raz w plecy, raz w twarz tak, że nie można złapać oddechu. Powiedzenie „piździ jak w Kielcach” zupełnie zmienia swoje znaczenie. To co najwyżej „w Kielcach dość mocno wieje” (o ile w ogóle w Kielcach wieje inaczej niż gdzie indziej). Połączenie tych dwóch żywiołów sprawia, że posiadanie parasola jest bezcelowe. Przy pierwszym mocniejszym podmuchu albo pofruniecie w niebo jak Mary Poppins, albo będziecie szukać dużego kosza na śmieci, który zmieści powykrzywiane jak paralityk pozostałości po parasolce (najwyraźniej z braku odpowiednio dużych koszy na śmieci można gdzieniegdzie na ulicach Aberdeen znaleźć porzucone w akcie desperacji parasole). Pozostaje przyjąć na klatę (dosłownie) taki stan rzeczy i pozwolić smagać się po twarzy zacinającymi we wszystkie świata strony kroplami deszczu.

Kojarzycie też takie dni, gdy z rana trzeba zaświecić światło, żeby zrobić mejkap i śniadanie (i nie mam tutaj na myśli kogoś kto ma pobudkę o 3 nad ranem)? Taki moment, kiedy każde pomieszczenie wypełnia pochmurny szary świt? Od prawie dwóch tygodni szary świt jest stanem stałym i generalnie światło mogłoby świecić się od wschodu do zachodu słońca, które mam nadzieję jeszcze gdzieś tam pod grubą warstwą szarych chmur się nadal znajduje (o, u sąsiadów się świeci, chociaż jest dopiero 13:00).

light lights

Zamiast światła żarówki zapalam pozostałe po Świętach, zawieszone pod kuchennym sufitem, kolorowe lampki. Zaparzam mocną kawę z mlekiem i cukrem, puszczam sobie cicho ulubioną muzykę i zasiadam w kuchni. W piekarniku piecze się ciasto (już ponad godzinę…powinnam chyba ustawić wyższą temperaturę…), na kuchni pyrka rosół (bo rosół jest podobno dobry zawsze i na wszystko). Piekarnik rozgrzewa przytulnie kuchnię, ciasto robi się złociste i chrupkie i pachnie w całym domu. A ja cieszę się, że dziś nie muszę wystawiać nosa na dwór i mogę cały dzień kokosić się w cieple. Nikt nie goni, nigdzie nie trzeba się spieszyć. W ogóle nic nie trzeba.

Za oknem wieje i pada. Może wreszcie się wywieje i wypada i przestanie. Wyjmuję ciasto z piekarnika. Pachnie słodko i chrupiąco. Jeszcze za gorące żeby spróbować…

…nie mogę się powstrzymać, kroję piętkę. Słodkie i ciepłe. Skórka przyjemnie chrupie, ziarenka maku strzelają w zębach. Banan i mak – zaskakująco smaczne połączenie. Może zaparzę jeszcze jedną kawę. Tym razem czarną.

ciasto

 

pozdrawiam paula

 

400 lat bez świąt, czyli o tym jak Szkoci świętują Boże Narodzenie

Czy wiecie, że w Szkocji przez 400 lat nie obchodziło się Świąt Bożego Narodzenia?

old-town-alexandria-scottish-christmas-walk-parade-santa

W średniowieczu Boże Narodzenie było w Szkocji świętem bardzo ważnym i hucznie celebrowanym, gdzie celtyckie tradycje łączyły się z chrześcijańskimi tworząc niezwykłe święto pełne światła i radości. Niestety w 1580 roku świętowanie Bożego Narodzenia zostało zakazane przez szkocką reformację (parlament szkocki ogłosił kalwinizm jedyną słuszną religią i zakazał praktykowania wszelkich innych – w tym katolickiej i celtyckiej) i Święta Bożego Narodzenia na 400 lat zostały wymazane ze szkockiego kalendarza. Dopiero w 1958 roku, kiedy Boże Narodzenie uznane zostało świętem państwowym ustawowo wolnym od pracy, zaczęto powracać do starych obrządków świątecznych, które połączyły się z tradycjami angielskimi i amerykańskimi tworząc jedyny w swoim rodzaju świąteczny misz-masz.

Boże Narodzenie najwcześniej zaczynają świętować oczywiście sklepy. Tak jak w Polsce tuż po święcie 1 listopada, tutaj zaraz po Halloween, święta pojawiają się na sklepowych witrynach. Jest to najmniej chyba lubiana przez wszystkich „tradycja”, dzięki której wiele osób ma już dość świąt zanim nadejdzie połowa grudnia. Stąd nie warto poświęcać jej więcej niż jedno zdanie.

christmas-tree

Boże Narodzenie to w Szkocji święto światła. W bardzo wielu domach wieczory spędza się przy kominku (o tak, kominek to nadal jeszcze podstawa w wielu szkockich domach), rozświetlając dodatkowo wnętrze choinkowymi lampkami powieszonymi gdzie tylko się da i świecami. W grudniu dni są niezwykle krótkie (o 8:30 dopiero zaczyna się rozwidniać, a o 15:30 jest już szarówka), a pogoda bywa często dość depresyjna, czyli wietrzna i deszczowa (przynajmniej w Aberdeen, bo przenosząc się w głąb lądu i na północ Szkocji bez problemu możemy sobie zaśpiewać „na całej połaci śnieg”). Dlatego aby nie poddać się tej szarej atmosferze trzeba sobie jakoś radzić zakupując kilometry światełek choinkowych i różnego rodzaju innych dających choćby najmniejsze światło ozdób.

SAM_4929 - Copy

Okres przedświąteczny to też wzmożona aktywność zakupowa. Wszystko zaczyna się już w „black friday”, czyli dzień ostatniej wypłaty przed świętami (w tym roku był to 27 listopada). Tego dnia sklepy robią ogromne promocje i wyprzedaże. Od tego też momentu dzień w dzień można zaobserwować obładowanych torbami zakupowiczów wędrujących po mieście.

Ponieważ Szkoci uwielbiają się bawić, dlatego podczas gdy my spędzamy cały grudzień na świątecznych porządkach, pucowaniu okien i wycieraniu całorocznego kurzu zza szafy, Szkotom uruchamia się wzmożona aktywność imprezowa. Bardzo tutaj popularne są wszelkie świąteczne i okołoświąteczne przyjęcia. W pracy, wśród znajomych, przyjaciół i rodziny. Korzystają też ze wszelkich możliwych atrakcji jakie oferuje miasto. W Aberdeen, mieście którym mieszkam co roku odbywa się świąteczna parada, oczywiście z udziałem Świętego Mikołaja, jego pomocnikami elfami i reniferami zaprzęgniętymi do sań. Paradzie towarzyszyło uroczyste zapalenie świątecznych dekoracji na głównej ulicy miasta (kilka zdjęć z parady możecie zobaczyć tutaj). Łączna długość wszystkich światełek jakie zamontowano na ulicy wynosi 2.568m, czyli ponad dwa i pół kilometra!

Moment oficjalnego rozpoczęcia okresu świątecznego to też czas na zakup świątecznego swetra, tudzież również innych świątecznych akcesoriów w postaci czapek Świętego Mikołaja, reniferowych rogów czy elfich uszu. Szkoci z dumą paradują (tutaj mam wrażenie przodują mężczyźni) z bałwanami, reniferami i mikołajami na klatach (i brzuchach). A wybranie się na przedświąteczny spacer lub przyjęcie bez świątecznego swetra, jest jak kolacja wigilijna bez karpia. Mam do tego świetny punkt obserwacyjny, ponieważ pracuję przy jednej z głównych świątecznych atrakcji w mieście, stąd dzień w dzień mogę patrzeć na świąteczne pokazy mody i obserwować jak Szkoci potrafią się bawić. Dorośli cieszą się jak dzieci mogąc porzucać się sztucznym śniegiem, pokręcić na karuzeli czy zasłodzić całym worem cukrowej różowej waty. Oczywiście obowiązkowa jest wizyta na lodowisku, nawet jeśli co chwila ląduje się na pupie.

W wielu domach bardzo popularne są w okresie przedświątecznym plenerowe obiady. Przyjaciele i rodzina spotykają w przydomowych ogródkach zajadając tzw. black buns (ciastka wykonane z owoców, migdałów, przypraw i odrobiną whisky), bannock cake (wykonane z płatków owsianych) i mince pies. Jest również pieczona kaczka, wędzony łosoś z krewetkami i zupa z owoców morza, a wszystko to podawane z sosem na bazie brandy.

Wigilia Bożego narodzenia, która dla nas jest wyjątkowym świątecznym dniem, dla Szkotów jest normalnym dniem pracy, nie czekają na pierwszą gwiadkę i wieczorem nie zasiadają do uroczystej kolacji w gronie rodzinnym. W szkockiej tradycji Wigilia (czyli Christmas Eve) nazywana jest „Sowans Nicht”. Nazwa pochodzi od słowa „sowans” czyli potrawy z łuski owsa i mąki zalanej wodą, którą niegdyś spożywało się w tym dniu. Popularną tradycją praktykowaną tutaj w Wigilię, która ma podobne znaczenie jak nasze łamanie się opłatkiem, jest palenie gałęzi drzewa jarzębiny. Jest to swego rodzaju symbol odrzucenia wszystkich złych emocji i czy zażegnanie kłótni między przyjaciółmi czy rodziną. Uważa się, że jeśli ogień gaśnie w Wigilię, gospodarstwo domowe będzie miało pecha w nadchodzącym roku. W wieczór wigilijny wiele dzieci wiesza wielkie świąteczne skarpety na kominku czy brzegu łóżka przed snem wierząc Święty Mikołaj przyjdzie i wypełnić je przed świtem masą prezentów.

Boże Narodzenie w Szkocji nazywane świętem Yule, to dzień prawdziwego ucztowania. Szkoci zasiadają do pięknie przystrojonego stołu zastawionego suto potrawami. Bardzo popularną tradycją są christmas crackres, czyli kartonowa rolka zawierająca niespodziankę, zapakowana w kolorowy papier, w sposób przypominający duży cukierek otwierany z trzaskiem poprzez jednoczesne pociągnięcie za oba końce, zgodnie ze zwyczajem przez dwie osoby. Zawartość „crackera” stanowi najczęściej papierowa korona, karteczka z żartem oraz niewielki upominek. Oczywiście papierową koronę zakłada się na głowę i w niej zajada świąteczną kolację.

crackers-pic1

Najpopularniejszą potrawą bożonarodzeniową jest pieczony indyk z nadzieniem z kasztanów podany z pieczonymi ziemniakami, korzeniem pietruszki, marchewką czy brukselką. Popularna jest również pieczeń wołowa lub wieprzowa, albo łosoś. Podawana jest również zupa z ziemniaków i pora, pieczone kiełbaski. A to wszystko w towarzystwie mięsnego ciemnego sosu, sosu chlebowego lub żurawinowej galaretki.

turkey_2761320b

Na deser podawany jest świąteczny pudding z chleba i bakalii lub „crannachan” czyli deser przygotowany z płatków owsianych, malin z whisky i śmietanką. Podawane są również słynne mince pies, często w postaci dużego okrągłego ciasta. Popularne są również tak jak w Polsce suszone owoce, orzechy czy czekoladki. Jeśli chodzi o napoje wyskokowe, to każdy pije to co najbardziej mu smakuje, zwykle jest to jakiś lekki alkohol, drink lub wino.

pudding

Boxing Day, czyli nasz drugi dzień świąt swoją nazwę wziął od niegdysiejszej tradycji rozdawania prezentów w pudełkach. Dziś jest to pierwszy dzień wielkiej poświątecznej i posezonowej wyprzedaży. W tym dniu rozpoczyna się masowe spalanie pochłoniętych w świąteczne dni kalorii podczas wielogodzinnych polowań na okazje między sklepowymi półkami. Czyli Święta, Święta i po świętach 😉

Christmas-dinner

Tym wpisem chciałabym pożyczyć Wam wesołych i pełnych relaksu Świąt.

Bez względu na to, w jakim miejscu na Ziemi będziecie je spędzać!

Merry Christmas!

Blithe Yule! (to po szkocku) 😀

 

prezenty hand made, czyli okołokuchenne pomysły na świąteczne podarunki

Rozpoczął się okres przygotowywania świątecznych podarunków. Podobnie jak w ubiegłym roku zaprezentuję Wam moją listę dziesięciu najfajniejszych pomysłów na świąteczne (i nie tylko) prezenty wykonane własnoręcznie. Takie, które chciałabym dostać i takie, które z przyjemnością przygotowałbym dla sama. Do wykonania tych podarunków nie potrzebujemy ani grubego portfela, ani talentu Picassa 😀

Który z pomysłów Wam podoba się najbardziej?

(kliknięcie na obrazek odeśle Was do tutorialu lub źródła zdjęcia)

jeden

OGNIEM MALOWANE

Tak niebanalny i uroczy prezent możecie przygotować tosunkowo niewielkim nakładem kosztów, bo wypalarkę do drewna (zwaną profesjonalnie pirografem) można kupić na allegro w granicach 25-50zł. Możecie też przekopać piwnicę lub strych dziadka w poszukiwaniu tego narzędzia – radziecka na bank będzie działać jeszcze w 2015 roku. Przy jej użyciu możemy wypalić w drewnie wszystko to, co przyjdzie nam do głowy. Od prostych graficznych form, po skomplikowane rysunki. Wszystko zależy od naszej fantazji i umiejętności. Poniżej dwa pomysły na bardzo proste wykorzystanie wypalarki.

diy-gift-16

Wood-Burned-Kitchen-Spoons

dwa

PRZEPIŚNIK TRADYCJONALISTY

Pomysł dla wszystkich tych, który od wszelkich elektronicznych form zapisu wolą stary dobry notatnik. Do przygotowania przepiśnika możemy wykorzystać zeszyt w twardej oprawie lub kołonotatnik. W sklepie papierniczym znajdziemy mnóstwo kolorowych naklejek, papierów, spinaczy i wstążek, a drewnianą łyżkę w każdym sklepie z gospodarstwem domowym. Łyżkę możemy pomalować, tak jak na załączonym zdjęciu lub korzystając z pierwszego pomysłu, wypalić na niej wzorek, a przepiśnik wykonać w stylu retro, wykorzystując szary papier, sznurek i koronkę.

Recipe-Book-Tutorial

trzy

PROSTY POMYSŁ – WIELKI EFEKT

Piękno tkwi w prostocie – biały porcelanowy dzbanek do herbaty przyozdobiony bardzo prostym wzorem, a jaki efekt! Tutaj potrzebna będzie spora cierpliwość, farby do porcelany i cieniutki jak główka od szpilki pędzelek (znajdziemy je w sklepach dla plastyków lub na nieśmiertelnym allegro). Kilka godzin pracy i stworzymy naprawdę wyjątkowy prezent.

tumblr_mg3zyyGnkC1qapcamo1_1280

cztery

POJEMNIKI NA SZTUĆCE W STYLU RETRO

Ten pomysł wymagać będzie odrobiny wprawy i odpowiedniego sprzętu (potrzebny będzie zszywacz do drewna i pistolet z klejem na gorąco). Ale kiedy już uda nam się zmontować wszystkie elementy, otrzymamy piękny zestaw „pojemników” na sztućce czy inne kuchenne utensylia. W sam raz do kuchni w stylu retro.

diy-kitchen-ideas-12

piec

KUCHENNY NOTATNIK

Kolejny prosty pomysł na przygotowanie jedynego w swoim rodzaju notatnika, który sprawdzi się nie tylko w kuchni. Znów mała wizyta w sklepie papierniczym (papier to rolki do kasy fiskalnej, nie wiem czy da się kupić na sztuki, ale może w papierniczym odstąpią Wam własną), deseczkę wygrzebiemy w piwnicy, na strychu lub ostatecznie kupimy w markecie budowlanym. Pomysł bardzo prosty i bardzo efektowny.

hanging-notepad

szesc

ZABAWY FARBAMI

Jedna wizyta w internetowym (albo stacjonarnym, jeśli mamy dostęp) sklepie dla plastyków i nieskończona ilość pomysłów na przyozdobienie drewnianych desek, łyżek i wszelkich drewnianych (i nie tylko) kuchennych elementów. Szczególnie podoba mi się pomysł na wykorzystanie farby tablicowej. Znów od bardzo prostych form, do skomplikowanych i efektownych wzorów.

e35d0d77c00415d96f93822c103ebc4b

mugbest

b34cbbf6c8390ade3d4b15b8c72d4954

painted-dipped-wooden-spoons-kitchen-utnesils-diy

siedem

NIEZWYKŁA OZDOBA OKNA

Prosty, minimalistyczny wystrój kuchni? Tutaj sprawdzi się jeden wyjątkowy element ozdobny, który możemy wykonać samodzielnie ze starych szydełkowych serwetek, wykopanych z babcinej komody. Niestety nie mam tutorialu, który mógłby pokazać krok po kroku w jaki sposób wykonać tak piękną ozdobę kuchni, ale mam pewne przypuszczenia. Pozszywane razem serwetki porządnie krochmalimy, aby całość była dość sztywna i zachowała ładny kształt. Do górnej krawędzi przyszywamy materiałową listwę, którą tak jak firankę, zamontujemy do karnisza.

Kto ma ochotę sprawdzić? 🙂

4922950118_d6e67f4662_z

osiem

NA OSTATNIĄ CHWILĘ

Pomysł dla wszystkich, którzy przygotowują prezenty za pięć dwunasta 😉 Potrzebować będziemy kubek, mazak do szkła lub ceramiki i obdarowywanego lubiącego słodycze i posiadającego mikrofalówkę 😀

Pomysł tak prosty, że chyba więcej wyjaśniać nie trzeba. Przepis na ciasto z kubka znajdziecie u mnie: bananowy mug cake, dyniowy mug cake.

a756cde14d3c297646deaee9c8a8f5e3

dziewiec

EFEKTOWNE POŁĄCZENIE DREWNA, GWOŹDZI I NICI

Kolejny pomysł na wykorzystanie bardzo prostych elementów, do stworzenia niezwykłego prezentu. Potrzeba znów odrobiny cierpliwości i umiejętności w posługiwaniu się młotkiem 🙂 Oczywiście taki prezent może być ozdobą nie tylko kuchni, ale każdego pomieszczenia, w zależności od napisu jaki umieścimy na drewnie.

dziesiec

 PODARUNEK W SŁOIKU

Ostatnio bardzo popularny pomysł. Do słoika można włożyć (prawie) wszystko. Liczy się pomysł i intencja. Dla każdego coś dobrego. Ciasto czy ciasteczka w słoiku dla domowego cukiernika, popcorn dla kinomaniaka, zestaw słodkiej pierwszej potrzeby, domowej roboty masło jabłkowe? Do słoika możecie włożyć wszystko co przyjdzie Wam do głowy.

Poniżej kilka pomysłów:

3834cbdfd567dd7f9068e52b64b53dfe

Homemade-Apple-Butter

DSC_0901

popcorn

pozdrawiam paula