odrywane dyniowe drożdżówki

Wielka blacha gorących, dyniowych drożdżówek jest w stanie rozjaśnić nawet najbardziej pochmurny i deszczowy jesienno-zimowy wieczór. Nawet ci, którzy dyni nie lubią, nie oprą się słodkim, pachnącym i żółtym jak kurczaczek bułeczkom.

Drożdżówki wymagają trochę pracy i czasu, ale absolutnie są tego warte.

Z podanych ilości wychodzi pełna, duża blacha wielkości piekarnika (ok.20 sztuk). Jeśli wystarczy Wam 10-12 bułeczek, zredukujcie ilości składników o połowę.

odrywane dyniowe drozdzowki

Składniki:

  • 250 ml mleka
  • 150 g masła
  • puszka puree z dyni (ok. 400g)
  • 4 łyżki białego cukru
  • 2 łyżki przyprawy korzennej
  • 1 łyżeczka soli
  • 1 duże jajko
  • 3 łyżeczki suchych drożdży
  • 4 szklanki mąki pszennej
  • ¾ szklanki brązowego cukru
  • 1 łyżka cynamonu
  • ½ szklanki cukru pudru
  • 1 łyżeczka soku z cytryny

W garnuszku podgrzewamy mleko, dodajemy połowę masła, 4 łyżki białego cukru i drożdże. Wszystko mieszamy razem aż drożdże się rozpuszczą. W dużej misce mieszamy razem: puree z dyni, przyprawę korzenną, sól i jajko. Dodajemy ciepłe mleko i ponownie mieszamy. Następnie dodajemy mąkę i mieszamy, najpierw łyżką, a gdy ciasto robi się już bardzo gęste zaczynamy zagniatać ręką. Zagniatamy do uzyskania jednolitego, elastycznego ciasta, w razie potrzeby dodajemy mąkę. Miskę przykrywamy czystą ściereczką i ciasto odstawiamy na godzinę w ciepłe miejsce (ja podgrzewam piekarnik do 50ºC, następnie gaszę i do ciepłego wkładam miskę z ciastem – zawsze się sprawdza).

Przygotowujemy nadzienie do drożdżówek: rozpuszczamy drugą połowę masła, dodajemy brązowy cukier i cynamon.

Po godzinie ciasto zagniatamy ponownie i podsypując lekko mąką, rozwałkowujemy na prostokąt grubości 5 mm. Całą powierzchnię ciasta smarujemy miksturą z masła, cukru i cynamonu. Następnie zwijamy wzdłuż krótszego boku. Dużą blachę z piekarnika wykładamy papierem do pieczenia.

Zwinięte w rulon ciasto kroimy na kilkucentymetrowe kawałki przy pomocy ostrego noża. Bułeczki układamy na blasze zachowując możliwie dużą odległość. Z podanych ilości wyszło mi ok. 20 bułeczek. Blaszkę znów odstawiamy w ciepłe miejsce na kolejną godzinę (ja po prostu włożyłam ponownie do piekarnika). W ciągu godziny bułeczki powinny podwoić swoją objętość. Jeśli tak jak ja, blachę trzymaliście w piekarniku, wyjmujemy ją, a piekarnik rozgrzewamy do 180-200ºC (ja ustawiam na 180ºC i uruchamiam wiatrak, bo mam tylko górną grzałkę).

Bułeczki wkładamy do rozgrzanego piekarnika i pieczemy ok. 25-30 minut do zrumienienia.

Przygotowujemy lukier: cukier puder mieszamy z sokiem z cytryny i dobrze ciepłą wodą – wodę dodajemy po łyżce i mieszamy. Dodajemy tyle łyżek wody, aby uzyskać gęsty, ale dość płynny lukier – na tyle, aby móc rozlać go po upieczonych bułeczkach. Gotowym lukrem dekorujemy bułeczki i odczekujemy aby trochę ostygły, a lukier zastygł.

Oczywiście bułeczki najlepiej smakują świeże i jeszcze ciepłe, natomiast można bez problemu przechowywać je przez kolejne 2-3 dni w temperaturze pokojowej. Świetnie smakują maczane w kawie lub z kubkiem gorącego mleka na śniadanie 😀

dyniowe drozdzowki

złośliwie niewyrośnięte drożdżówki z serem

W ten weekend krążyło chyba nad naszą kuchnią jakieś fatum, bo nic nie chciało wyjść jak trzeba. Jak już wspominałam na facebooku chciałam w sobotę zrobić placki roesti – z ziemniaków i jabłka. Przepis miałam z jakiegoś kulinarnego dodatku do gazety. Smażenie placków (powinnam raczej napisać próba usmażenia placków) zakończyło się zamówieniem pizzy…

Natomiast w niedzielę rano postanowiłam upiec nam drożdżówki z serem według przepisu, który maltretuję ciągle, bo drożdżówy wychodzą świetne (tutaj). Tym razem ciasto postanowiło ani trochę nie wyrosnąć. Absolutnie. Kapeć. Być może miało wpływ to, że dodałam kostkę drożdży, które były zamrożone. Może zimno zabiło je na amen. Buły były dobre – zwłaszcza jeszcze ciepłe, mimo, że nie wyrośnięte. Do nadzienia prócz sera dodałam kilka pianek jo-jo, które super się przypiekły. Forma złożenia bułki też pozostawia wiele do życzenia, ale najwyraźniej to nie był najlepszy weekend na gotowanie 😛

bułki drożdżowe

Składniki:

· 345 g mąki tortowej lub tyle ile zabierze ciasto (robiłam też z pszennej mąki było OK)
· 2-3 łyżki cukru białego kryształu
· 1 łyżeczka soli
· ok.20 g drożdży świeżych (mniej więcej ½ kostki tych małych drożdży babuni)
· 120 ml wody
· 60 ml mleka
· 40 g masła
· 1 jajko
· 250 g białego sera
· 2-3 łyżki słodkiej śmietanki
· ½ łyżeczki cynamonu
· 2 łyżeczki cukru waniliowego
· garść rodzynek
· opcjonalnie kilka pianek jo-jo
· cukier puder do posypania

Mleko, wodę i masło podgrzałam w garnku. Dodałam drożdże i cukier. Mieszałam do rozpuszczenia drożdży i cukru, a następnie dodałam mąkę, sól i jajko. Zagniatałam ciasto dodając tyle mąki ile trzeba. Zgodnie z przepisem odstawiłam ciasto na 15 minut do wyrośnięcia.

W międzyczasie przygotowałam nadzienie serowe. Twaróg rozgniotłam widelcem ze śmietanką (żeby był bardziej wilgotny i łatwiej się rozsmarowywał na cieście) oraz cukrem waniliowym, dodałam garść rodzynek.

Ciasto rozwałkowałam na długi ale niezbyt szeroki prostokąt. Nadzienie z sera rozłożyłam wzdłuż długiego boku na połowie ciasta, położyłam też kilka pianek jo-jo. Drugą połowę nakroiłam w paski, które zakładałam niezbyt regularnie na nadzienie łącząc z ciastem z boku. Chciałam aby bułeczki miały dziurki przez które wilgoć z sera mogłaby odparowywać. Po fakcie zorientowałam się, że mogłam po prostu nadzienie przykryć drugą połową ciasta i z wierzchu je ponacinać, ale cóż…kto nie ma w głowie…;) Nie sugerujcie się zatem jakoś bardzo tym opisem „montażu” bułek. Na pewno można to zrobić ładniej i bardziej efektownie.

Odkrawałam nadziane ciasto zalepiając brzegi, żeby ser nie wypłynął i ułożyłam na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Odstawiłam w  ciepłe miejsce na godzinę, jednak bułki jak na złość ani myślały wyrosnąć. Piekłam je 20 minut w temperaturze 170ºC z termoobiegiem. Przed podaniem posypałam cukrem pudrem. Jestem pewna, że gdyby wyrosły byłyby oczywiście dużo smaczniejsze 🙂 Powodzenia!

drożdżówki

drożdżówki

zawijaski z gruszką

Wciągnęłam się w pieczenie, przyznaję. Gdyby prąd był za darmo, myślę, że mój piekarnik codziennie miałby coś do roboty. Zwłaszcza, że najwyraźniej wielkimi krokami zbliża się jesień i organizm aż sam się prosi, aby wypełnić dom jakimś ciepłym i kojącym zapachem – na przykład drożdżowych zawijasków z cynamonem i gruszką 😉

Po eksperymencie z bułeczkami gruszkowymi postanowiłam znów zrobić coś z drożdżowym ciastem. A że w lodówce znalazła się reklamówka gruszek… W smaku chyba tamte maślane bardziej mi smakowały (nie ma to jednak jak cała kostka masła), ale te również mają swój urok i przede wszystkim są mniej słodkie i pięknie pachną cynamonem.

Ot taki to eksperment i co z niego wyszło:

zawijaski z gruszką

Składniki:

· ok. 400 g mąki
· 40 g drożdży
· ok. 5 łyżek cukru + 4 łyżeczki
· cynamon
· szczypta soli
· ½ kostki masła
· 6 małych gruszek

Drożdże z łyżeczką cukru rozpuściłam w ¾ szklanki ciepłej wody. Wymieszałam dokładnie i odstawiłam, żeby zaczęły pracować. Masło rozpuściłam w garnku, dodałam cukier i wymieszałam, a następnie wsypałam mąkę, sól i wlałam drożdże. Zagniotłam ciasto podsypując mąką, trwało to dłużą chwilę, aby nabrało powietrza, a następnie włożyłam do garnka i przykryłam ściereczką.

Gruszki umyłam i obrałam ze skórki.

Wyrośnięte ciasto (powinno podwoić swoją objętość) zagniotłam ponownie i rozwałkowałam na sporej wielkości prostokąt. Potrzebowałam 6 dość szerokich pasków – mniej więcej takich jak wysokość gruszki. Rozwałkowany prostokąt posypałam cynamonem i pokroiłam na 6 pasków. Każdą gruszkę owinęłam ciastem dookoła, górną część zostawijąc luźno, a spód gruszki zalepiałam. Ułożyłam w dość dużych odstępach na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Najlepiej byłoby odłożyć je znów na kilkanaście minut w ciepłe miejsce, aby wyrosły, ale ja nie mam tyle cierpliwości. Z 4 łyżeczek cukru i 3-4 łyżek ciepłej wody zrobiłam syrop, którym polałam zawijaski. Posypałam je też jeszcze cynamonem. Gdy piekarnik rozgrzał się do 170ºC zawijaski włożyłam do środka i włączyłam termoobieg (jeśli pieczecie bez termoobiegu to temperaturę powinno się podnieść o 20-30ºC). Piekłam ok. 30 minut.

Myślę, że możnaby polać je jeszcze po upieczeniu lukrem lub jakimś sosem karmelowym, bo czegoś im brakuje, natomiast myślę, że prezentują się całkiem ciekawie 🙂

Smacznego!

drożdżówka z gruszką

bułki z gruszką

drożdżowo-maślane bułeczki z gruszką

Oczywiście byłoby nieważne, gdyby każdy mój wypiek nie był poprzedzony zawiłą kulinarną katastrofą. Bułeczki, które dziś Wam prezentuję, pierwotnie były przepisem na ciasto. Przepis pochodzi z jakieś miniaturowej gazetki z wypiekami, którą kiedyś kupiłam w kiosku za 1,30zł 🙂 Z podanych niżej proporcji miało powstać ciasto. Czyli rozwałkowanym z cukrem i masłem drożdżowym plackiem wypełniłniamy tortownicę, na to gruszki pokrojone w plastry, wystające rogi ciasta zakładamy na wierzch i całość polewamy cukrowym ulepkiem. Temperatura 200ºC i 30 minut w piekarniku. I te przepisowe 30 minut się piekło. Wierzch wyrósł i pięknie zbrązowiał. Ciasto cudnie pachniało po wyjęciu z piekarnika, ale klops. A jakże! Spód ledwo podpieczony, a w zasadzie półsurowy.Czyli albo coś mówiąc brzydko schrzaniłam, albo 30 minut to zdecydowanie za mało, aby ciasto się upiekło. Wierzchnia warstwa była bardzo dobra, aczkolwiek mało słodka, bo dodałam mniej cukru niż podawał przepis.

W sobotni poranek wpadłam więc na pomysł, aby ciasto przerobić na bułeczki – w sam raz na śniadanie. Zabrałam się do pracy. Przerażenie w oczach moich musiało się pojawić, gdy po paru minutach zajrzałam przez szybkę do piekarnika – wyglądało to tak, jaby całe masło wypłynęło na blaszkę. Myślę sobie – znowu będzie klapa, ze słodkiego śniadania nici. Pozwoliłam jednak bułkom dopiec się do końca. Okazało się, że z bułek wypłynęło i masło (częściowo) i cukier i sok gruszkowy, które stworzyły na blaszce karmel. Bułki były bardzo smaczne, aczkolwiek słodkie jak ulepek. Myślę, że można by pominąć tą ostatnią partię cukru sypaną przed położeniem gruszki. Zjedliśmy jeszcze na gorąco. Polecam wypróbować ten przepis, bo ciasto jest dość niezwykłe, ani to francuskie (na zdjęciach widać warstwy), ani drożdzowe, z wyraźnym maślanym aromatem. Mocno chrupiące 🙂

sodkie bułki

Składniki:

· 250 g mąki
· 20 g drożdży
· 200 g cukru +2 łyżeczki
· szczypta soli
· 180 g masła
· 3 małe gruszki

Około 50 ml ciepłej wody, drożdże i łyżeczkę cukru wymieszałam razem w garnku. Kiedy drożdże się rozpuściły dosypałam 5 łyżek mąki i wymieszałam wszystko dokładnie. Odstawiłam w ciepłe miejsce, aby drożdże zaczęły pracować. Kiedy zaczyn troszkę urósł i zaczął bąbelkować dodałam resztę mąki, sól i ok. 100 ml ciepłej wody. Zagniotłam ciasto podsypując mąką gdy była taka potrzeba. Ciasto powinno być dość elastyczne, aby dało się wałkować. Porządnie wyrobione odstawiłam na kilka minut, aby trochę wyrosło.

Niecałą kostkę masła rozgniotłam na papierze do pieczenia, na wielkość placka ok. 30×30 cm i razem z papierem włożyłam do lodówki dosłownie na kilka minut. Masło nie powinno za bardzo się schłodzić, żeby nie kruszyło się podczas zdejmowania z papieru.

Gruszki umyłam, obrałam, przekroiłam na połówki i wykroiłam gniazda niasienne.

Wyrośnięte ciasto rozwałkowałam na prostokąt w rozmiarze trochę szerszym niż A4. Na wierzchu położyłam placek z masła (po prostu położyłam papier masłem w stronę ciasta i powoli odklejałam papier). Posypałam to wszystko 1/3 cukru, rogi ciasta założyłam do środka (w taką kopertę) i ciasto rozwałkowałam znów do formy powiedzmy A4. Znów posypałam drugą częścią cukru, złożyłam na 3 i znów rozwałkowałam. Trzeba to robić z wyczuciem, bo im dłużej będziemy wałkować, tym bardziej przez ciasto będzie przebijać masło i kleić się, więc lepiej rozwałkowywać chyba w 3 konkretnych ruchach. Powinien nam wyjść mniej więcej prostokąt. Podzieliłam ciasto na 6 części. Każdą część rozgniotłam lekko w rękach, by zwiększyć powierzchnię i wyrównać ciasto. Na środek posypałam trochę pozostałego cukru, ukłożyłam pół gruszki i zalepiłam ciastem. Niezbyt szczelnie, żeby gruszka mogła parować. Tak samo postąpiłam z pozostałymi 5 kawałkami ciasta. Zaklejone bułeczki ułożyłam na blasze, wyłożonej uprzednio kawałkiem papieru do pieczenia, na którym rozpłaszczałam masło. Wszystkie 6 bułeczek rozłożyłam możliwie najdalej od siebie i odstawiłam na bok. Jeśli macie więcej czasu, możecie przykryć bułeczki ściereczką i odczekać ok. 30 minut, żeby jeszcze wyrosły.

W małym kubeczku z odrobiną ciepłej wody rozpuściłam 2 łyżeczki cukru, polałam tym bułeczki z wierzchu.

Piekarnik rozgrzałam do 200ºC i do nagrzanego włożyłam blaszkę z bułkami. Piekłam z termoobiegiem ok. 25 minut. Wyciekło z nich dość sporo masła i soku gruszkowego, wymieszanego z cukrem, z czego na koniec pieczenia zrobił się karmel, dlatego radzę piec na pełnej blaszce, żeby potem nie szorować piekarnika. Bułeczki podajemy na ciepło lub zimno, oczywiście najlepiej smakują na świeżo. Smacznego! 🙂

słodkie bułki