dyniowo-serowy placek, czyli pumpkin cheese pie

Dynia jest warzywem niezwykle wszechstronnym, świetnie nadaje się na zupę, do wszelkich dań warzywnych i mięsnych oraz jako dodatek lub główny składnik ciast. Ciasta pieczone na bazie dyni najpopularniejsze są chyba w Stanach Zjednoczonych i w Wielkiej Brytanii. I z tego drugiego kraju własnie pochodzi książka i przepis, z którego korzystałam w przygotowaniu dyniowego sernika. Książka jest autorstwa Jane Suthering i zawiera w sobie przepisy na „Cool deserts”, czyli wszelkie zimne desery – od takich mrożonych po takie w temperaturze pokojowej. Pod moim opisem przygotowania zamieszczam oryginalny przepis w języku angielskim. Przepis jest z przeznaczeniem na formę 20 cm. Ja miałam nieco większą, dlatego zwiększyłam ilość składników. Jeśli macie małą 20 cm foremkę, możecie wzorować się na oryginalnie podanych ilościach.

Przejdźmy teraz do ciasta – dynia nie jest w nim jak dla mnie bardzo mocno wyczuwalna, być może dlatego, że została uparowana, a nie upieczona, byłaby wtedy bardziej skondensowana, a jej smak i kolor wyraźniejszy. Natomiast nie jest to też zwykły sernik, choć smak sera jest tutaj głównie wyczuwalny. Pominęłam dodanie skórki cytrynowej i dodałam sam sok. Nie mam też do końca pewności co dokładnie oznacza brytyjski creme cheese, jest teraz mnóstwo rodzajów różnych serków, założyłam więc, że będzie to coś w rodzaju serka typu bieluch i taki właśnie dodałam. Jeśli mieszkacie w Wielkiej Brytanii dajcie znać, czy o taki właśnie serek chodziło.

Nie zmiena to faktu, że nadzienie jest bardzo dobre, kremowe, wilgotne i miękkie – rozpływające się w ustach, a dodana piana z białek nadaje mu lekkości i puszystości. Poraz kolejny również spotkałam się z przygotowaniem ciasta kruchego zupełnie bez jajek i co raz bardziej podoba mi się ten sposób przygotowania – ciasto jest naprawdę kruche i ani trochę twarde – a to zawsze w kruchym stanowiło dla mnie problem.

Przy okazji – na straganach w mojej okolicy sprzedawane są teraz ogromne dynie wielkości piłki lekarskiej – jeśli nie wiecie w jaki sposób spożytkować tak wielką dynię, pokrójcie ją w mniejsze kawałki, obierzcie ze skórki i zamroźcie, będzie można ją wykorzystać, kiedy sezon już się skończy. Tymczesem zapraszam na dyniowy placek.

Przepis dodaję do akcji „Dynia na słodko i słono”.

pumpkin cheese pie

Składniki na ciasto:

• 1 szklanka mąki pszennej
• szczypta soli
• 100 g zimnego masła
• 2 łyżki cukru pudru
• 2-3 łyżki bardzo zimnej wody

Składniki na nadzienie:

• 1½ szklanki puree z dyni
• 3 łyżki cukru
• sok z połowy cytryny
• 150 g białego kremowego sera (użyłam bielucha)
• 4-5 łyżek śmietany kremówki
• 3 czubate łyżki mąki pszennej
• szczypta gałki muszkatołowej
• 3 jajka

Pieczenie ciasta najlepiej zacząć od przygotowania dyni. Przepis zaleca podzielenie dyni na mniejsze kawałki i upieczenie jej w piekarniku do miękkości (180ºC przez ok. 45 minut) – potem dynię obieramy i miksujemy na puree. Ja wybrałam nieco bardziej ekonomiczną wersję i ugotowałam dynię na parze – pokroiłam na mniejsze kawałki i parowałam do momentu, w którym widelec lekko wchodził w dynię. Potem zmiksowałam przy pomocy blendera. Pierwszy sposób na pewno jest lepszy, ponieważ dynia mięknie bez udziału wody i dzięki temu bardziej przypomina prawdziwe puree. Moja dynia po zmiksowaniu bardziej przypominała bardzo gęsty krem. Myślę, że możnaby przygotować puree na trzeci sposób, to znaczy pokroić dynię w kostkę i dusić na patelni z nieprzywierającą powłoką dopóki nie odparuje maksimum płynów, potem zmiksować przy pomocy blendera jeśli postały jeszcze jakieś większe kawałki. Jaki sposób wybierzecie – zależy tylko od Was.

Kiedy puree dyniowe mamy gotowe, możemy zabrać się za przygotowanie kruchego ciasta. W tym celu mieszamy ze sobą mąkę, sól i cukier, wkrajamy zimne masło i dolewamy 2-3 łyżki bardzo zimnej wody. Ciasto zagniatamy szybko, wkładamy do woreczka i do zamrażalnika. Oryginalny przepis podaje, aby od razu rozwałkować ciasto, a następnie włożyć do lodówki i schłodzić, ale bałam się, że będzie kleić się do wałka, więc profilaktycznie włożyłam je na 15 minut do zamrażalnika. Następnie rozwałkowałam bezpośrednio na papierze do pieczenia na wielkość mojej formy. Ciasto wraz z papierem do pieczenia przełożyłam do foremki, dociskając do bocznych ścianek, a następnie włożyłam do lodówki do schłodzenia (mniej więcej na 15 minut). W tym czasie nastawiłam piekarnik, aby rozgrzał się do temperatury 190ºC. Ciasto ponakłuwałam widelcem, aby się nie podnosiło i piekłam przez 20 minut.

W tym czasie zajęłam się przygotowaniem nadzienia. Oddzieliłam żółtka od białek. Żółtka, dynię, cukier, sok z cytryny, mąkę, biały ser, śmietankę oraz szczyptę gałki muszkatołowej wymieszałam dokładnie przy pomocy szpatułki (możecie też użyć do tego celu widelca lub miksera) na gładką dość płynną masę. W osobnym czystym pojemniku osolone lekko białka ubiłam na sztywną pianę (najpierw na mniejszych obrotach, potem na wyższych, aby całe białko się ubiło). Najlepiej zrobić to tuż przed wylaniem ciasta na spód, żeby piana nie musiała zbyt długo czekać i nie opadła.

Podpieczony spód wyjmujemy z piekarnika, a temperaturę przestawiamy na 170ºC. Pianę z białek przelewamy do masy serowo-dyniowej i delikatnie ale dokłanie mieszamy. Tak przygotowaną masę przelewamy do formy z kruchym ciastem i wkładamy do piekarnika. Piekłam 45 minut bez włączonego termoobiegu, natomiast moja kuchenka nie piecze równo, co widać na zdjęciach, więc jeśli macie ten sam problem, warto może spróbować obniżyć temperaturę do 150ºC i włączyć termoobieg, tak aby temperatura wszędzie była taka sama. Jeszcze jedno – piekłam na środkowej półce piekarnika, lepiej byłoby jednak położyć foremkę na niższej półce – wierzch ciasta przypiekł się dość szybko, a spód pozostał blady, dlatego lepiej położyć ciasto niżej, aby kruche ciasto się od spodu zezłociło. Po upieczeniu pozostawiłam ciasto na jakieś 20 minut w uchylonym piekarniku, a następnie odstawiłam do ostygnięcia i stężenia (na zdjęciach jeszcze ciepłe, bo nie mogłam się postrzymać).

Smacznego!

pumpkin pie

PUMPKIN CHEESE PIE

Pastry:

• 125 g/4½ oz plain flour
• pinch of salt
• 75 g/3 oz unsalted butter
• 25 g/1 oz caster sugar
• 2 tablespoons  cold water

Filling:

• 100 g/4 oz cooked pumpkin
• 50 g/2 oz caster sugar
• finely grated rind and juce of ½ lemon
• 100 g/4 oz creme cheese
• 4 tablespoons double creme
• 2 tablespoons plain flour, sifted
• 1/8 teaspoon ground nutmeg
• 2 eggs, separated

A good way to prepare and cook pumpkin is to cut into wedges weighting about 450 g each and to remove the seeds. Bake it in a preheated 180ºC/350ºF oven for about 45 minutes until just tender. It can then be peeled and diced ready for use. Cooked pumpkin also freezes well.

To make the pastry, combine the flour and salt and rub in the butter. Stir in the sugar and work to a firm dough with the water. Roll out on a lightly floured surface and use to line a deep-sided 20cm/8 inch fluted flan tin. Chill until firm, then bake blind in a preheated 190ºC/375ºF oven for 20 minutes.

Meanwhile, puree all the ingredients except egg whites in a liquidiser or food processor until smooth. Stoffly whisk the egg whites, then fold into the pumpkin mixture.

Pour the filling into the partially baked flan case and bake in a preheated 170ºC/325ºF oven for a further 30-40 minutes until just set. Leave to cool to room temperature.

sernik dyniowy

ciasto dyniowe

pumpkin pie

Dynia na słodko i słono

ciasto żołędziowa mocha

Pomysł na to ciasto znalazłam w książce „Kawa. Serkrety baristy” – przepis zawiera zwykłą parzoną kawę, natomiast ja postanowiam nieco go zmodyfikować dodając zamiast zwykłej kawy, kawę żołędziową, którą ostatnio znalazłam w sklepie u mnie na osiedlu. I tak powstało ciasto żółędziowa mocha.

Nie zawiera w sobie proszku do pieczenia, dlatego jest niskie i wygląda trochę jak zakalec, natomiast w smaku niczego mu nie brakuje. Jeśli chcecie, aby ciasto było wyższe zróbcie je w mniejszej okrągłej foremce, tak jak zaleca to przepis (tortownica 20 cm). Zamiast kawy żołędziowej możecie wykorzystać napar ze zwykłej arabiki. Jest też dość słodkie, dlatego następnym razem dodałabym ½ szklanki cukru zamiast całej.

Ciasto będzie się świetnie komponować na zimno z porcją bitej śmietany lub na ciepło kulką lodów śmietankowych.

Przepis dodaję do akcji „Ciasta bez miksera”.

ciasto zoledziowa mocha

Składniki (na tortownicę 20 cm lub małą kwadratową formę 25×25 cm):

· 100 g czekolady mlecznej
· 150 g masła
· 1 niepełna szklanka cukru
· 250 ml mocnej kawy żołędziowej (zaparzyłam z 2 kopiastych łyżeczek)
· niecała szklanka mąki pszennej
· 5 kopiastych łyżek mąki kukurydzianej
· 1 jajko
· kakao do posypania ciasta

Kawę żołędziową przygotowujemy zgodnie z instrukcją na opakowaniu – zagotowujemy 2-3 minuty, a potem zostawimy na kilka minut, aby opadły fusy.

W rondlu albo garnku (na tyle dużym aby pomieścił wszystkie składniki ciasta) roztapiamy masło, cukier i czekoladę, a następnie dodajemy odstaną kawę żołędziową. Mieszamy wszystko na małym ogniu dopóki wszystkie składniki się nie połączą tworząc jednolitą płynną masę (ma się jedynie podgrzać, nie zagotowujemy jej).

Piekarnik nagrzewamy do 160ºC, formę wykładamy papierem do pieczenia.

Masę zdjemujemy z ognia, wbijamy jajko, dodajemy obie mąki i mieszamy wszystko trzepaczką lub widelcem, do momentu aż wszystkie grudki z mąki się rozpuszczą. Przelewamy do formy (będzie dość płynne) i wstawiamy do gorącego piekarnika. Pieczemy 50-60 minut lub do suchego patyczka. Ja piekłam 50 minut, po czym zgasiłam piekarnik i zostawiłam ciasto jeszcze na 10 minut.

Po upieczeniu ciasto odstawiamy do ostygnięcia, a następnie posypujemy przesianym przez sitko kakao. Smacznego!

ciasto kawowe

zoledziowa mocha

ciasto mocha

Ciasta bez miksera

kto nie ryzykuje ten nie je bezy

„Nadejszła wiekopomna chwila…”!

Kto nie ryzykuje ten nie je bezy.

A komu uda się beza, uda się wszystko!

beza

Tym podniosłym wtępem, chciałam Wam obwieścić, że zrobiłam w swoim życiu pierwszą Pavlovą, która czekała na swój debiut od roku. Z drążcym sercem, mając w myśli powyże słowa ubijałam pianę, a potem gapiłam się w okienko piekarnika. Gdyby nie wyszło, przygotowałam sobie już roboczo tytuł posta: „jaka piękna katastrofa!”

Tymczasem udało się! Jestem pod wrażeniem. Siebie i bezy 😛

Kończąc te górnolotne wynurzenia, przechodzę do rzeczy. Przepis na bezę mam oczywiście z Moich Wypieków. Przeczytałam też informacje w poradniku i starałam się bardzo przygotować wszystko tak, jak Pan Bóg przykazał i nie improwizować. A skoro mi wyszło, to wiecie…;)

beza pavlova

Składniki:

· 6 białek
· 1½ szklanki drobnego cukru
· 1 łyżeczka mąki ziemniaczanej
· 1 łyżeczka octu winnego
· szczypta soli

Dodatkowo:

· 250 ml słodkiej śmietanki 30%
· 2 łyżki cukru pudru
· pudełeczko malin
· ok. 2 łyżeczki mąki ziemniaczanej
· odrobina wody

W metalowym garnku ubiłam mikserem białka ze szczyptą soli (uważając, by nie dostała się ani odrobina żółtka), zaczynając od niskich obrotów, a potem zwiększając aż piana zesztywnieje (polecam lekturę poradnika z Moich Wypieków, tam wszystko jest bardzo dobrze wytłumaczone). Następnie po troszeczku dodawałam cukier i miksowałam aż do rozpuszczenia. Kiedy piana byłą już gęsta (po dodaniu cukru robi się gęsta), bielutka i błyszcząca, dodałam łyżeczkę octu winnego i łyżeczkę mąki ziemniaczanej.

W międzyczasie też nastawiłam piekarnik na 180ºC, by piana nie musiała zbyt długo czekać. Okazało się jednak, że skończył mi się papier do pieczenia. Nie chciałam kłaść na folii aluminiowej z obawy, że potem cała będzie przyklejona do spodu bezy i nijak jej nie oderwę, dlatego zdecydowałam się bezę ułożyć na silikonowej formie do tarty. Nie był to głupi pomysł, bo beza bez problemu od foremki odeszła.

Tak więc ułożyłam na blaszcze z piekarnika foremkę silikonową i wyłożyłam pianę starając się uformować jako takie koło. Pianę razem z blaszką wpakowałam do piekarnika i nastawiłam zegar na 5 minut, bo tyle w 180ºC beza miała się piec. Po 5 minutach przekręciłam na 140ºC, a zegar ustawiłam na 90 minut. I tak się beza suszyła. Po tym czasie piekarnik wyłączyłam i po chwili uchyliłam – ale chyba za wcześnie, bo z jednej strony beza zaczęła lekko opadać (nadrobiłam to potem śmietaną). Beza stała tak do ostygnięcia, a potem całą noc.

Teraz pozostało już najprostsze. Ubiłam śmietanę z 2 łyżkami cukru. Maliny przebrałam, ładniejsze zostawiłam do ułożenia na bezie, a resztę postawiłam w garnuszku na gazie. Mąkę ziemniaczaną rozpuściłam w odrobinie wody i gotujące się maliny zalałam tym i wymieszałam, w razie gdyby wyszło Wam zbyt gęste lub zbyt rzadkie można albo podlać odrobiną wody albo mąki ziemniaczanej wymieszanej z wodą.

Na bezie rozłożyłam bitą śmietanę, na to maliny i jeszcze na wierzch frużelinę. Uff gotowe. Jak widzicie wierzch bezy nieco się zezłocił i jest chrupiący, a w środku gruba, leciutka pianka. Słodkie to jak cholera, ale jakie pyszne! 🙂

Smacznego!

ciasto beza

beza z malinami

pavlova z malinami

razowy skubaniec

Do przygotowania skubańca wspomogłam się tym pomysłem – ciasta nie trzeba kroić, wystarczy odrywać kolejne pajdy i tak sobie można siedzieć i skubać…:) U mnie nieco ciaśniej niż u autorki i bez dodatkowego masła, więc troszkę bardziej dietetycznie i zdrowo – z mąką razową.

Drożdżówka fajna do skubania sama, albo posmarowana miodem, dżemem, czy co tam lubicie 🙂

iasto drożdżowe

Składniki (na dużą keksówkę):

· ok. 2 szklanki mąki pszennej (użyłam wrocławskiej typ 500)
· ok. 2 szklanki mąki pszennej razowej
· ok. 30 g świeżych drożdży
· 1 łyżeczka soli
· 1 jajko
· ok. 130 ml mleka
· ok. 60 ml wody
· 50 g masła
· 3 łyżki cukru do ciasta i kilka łyżek do posypania
· cynamon

Mieszamy 2 szklanki mąki razowej, jedną szklankę mąki pszennej (2 szklankę zostawiamy sobie do podsypywania), cukier, sól. Ja to robię w dość dużym garnku, w którym wstępnie zagniatam sobie ciasto – tak mi wygodniej.

W małym garnuszku roztapiamy masło, dodajemy mleko i wodę i podgrzewamy, aby płyn był ciepły (nie gorący, bo zabijemy drożdże). Dodajemy drożdże i mieszamy do całkowitego rozpuszczenia. Zaczyn wlewamy do suchych składników i zagniatamy ręką. Wbijamy jajko. I teraz już pozostaje podsypywać mąką, aż wyrabiane ciasto nie będzie kleić się do ręki. Ciasto przekładamy na blat i zagniatamy do uzyskania elastycznej, dość zwartej masy. Warto zagniatać dłuższą chwilę, aby ciasto nabrało jak najwięcej powietrza. Odkładamy do garnka na ok. 15 minut i przykrywamy ściereczką. Po tym czasie zagniatamy ponownie – krótko.

Teraz podsypując lekko mąką pszenną rozwałkowujemy ciasto na prostokąt, którego krótszy bok jest nieco krótszy niż długość keksówki. Ciasto posypujemy cukrem i cynamonem według uznania. Kroimy wzdłuż krótszego boku na paski szerokości naszej keksówki, kładziemy jeden pasek na drugim. Tak powstały stosik kroimy na kawałki o szerokości ok. 6cm (pi razy drzwi). Układamy szerszym „grzbietem” do góry, jeden obok drugiego w keksówce wyłożonej papierem do pieczenia lub wysmarowanej tłuszczem. Posypujemy resztą cukru i cynamonu, który w trakcie wysypała się na blat. Odstawiamy na ok. godzinę do wyrośnięcia. Ciasto powinno podwoić swoją objętość. Ja wkładam foremkę do piekarnika, odkręcam temperaturę na najniższą możliwą, czyli w moim przypadku 50ºC, po czym gaszę i tak sobie ciasto siedzi do wyrośnięcia. Przetestowałam to już kilka razy i myślę, że to jest dobry patent w przypadku kiedy nie ma żadnego ciepłego miejsca (albo miejsca w ogóle w kuchni – jak to w moim przypadku raczej bywa), aby w spokoju sobie rosło.

Kiedy ciasto jest już wyrośnięte wyciągamy je z piekarnika i nastawiamy temperaturę na 190ºC. Do gorącego wstawiamy znów foremkę i pieczemy 30 minut (w moim przypadku bez termoobiegu, górna i dolna grzałka). Sprawdzamy patyczkiem, czy jest już upieczone – jeśli jest suchy gasimy piekarnik i uchylamy lekko. Po kilkunastu minutach można wyjąć i choć to podobno niezdrowo, pałaszujemy póki ciepłe 🙂 Smacznego!

skubanic drożdżowy

skubaniec

drożdżówka

orkiszowy placek z rabarbarem

Sezon rabarbarowy właśnie się rozpoczął, pora więc na pierwsze tej wiosny ciasto z rabarbarem. Znalazłam też w sklepie mąkę orkiszową (razową) i pomyślałam, że te dwa składniki mogą razem stworzyć fajny duet. Nie myliłam się. Ponieważ nigdy jeszcze nie piekłam nic z mąki orkiszowej po przepis powędrowałam na bloga „Moje Wypieki”. Tam znalazłam coś co idealnie pasowało do mojego pomysłu. Poniżej przedstawiam Wam moją wersję tego przepisu. Ciasto wyszło super – miękki spód, puszyste kwaskowe wnętrze i chrupki wierzch, do  tego lekki i ożywczy aromat kardamonu. Mąka orkiszowa bardzo smakowicie wypadła w cieście i powiedzmy, że zdrowiej niż zwykła pszenna 😉

Zapraszam na przepis.

Acha, ciasto zrobiłam w kwadratowej blaszce o długości boku ok. 25cm.

ciasto z rabarbarem

Składniki na ciasto:

· 2 szklanki mąki razowej orkiszowej
· 4 żółtka (białka odłożyć, będą potrzebne później do zrobienia piany)
· 200 g zimnego masła
· 1/3 szklanki cukru pudru
· 1 łyżka zimnej wody

Masło posiekałam na mniejsze kawałki i w garnku zagniotłam wstępnie z pozostałymi składnikami, a następnie wyłożyłam na blat posypany mąką orkiszową i możliwie jak najszybciej zagniotłam do połączenia  składników. Podzieliłam na dwie części  – troszkę mniej niż 1/3 odłożyłam do zrobienia kruszonki, resztę do wyłożenia formy. Oba kawałki zawinęłam w folię i włożyłam do zamrażalnika. W czasie kiedy ciasto się chłodziło, przygotowałam nadzienie.

Składniki na nadzienie:

· kilka łodyg rabarbaru
· 3 niezbyt duże jabłka
· 1/2 szklanki cukru
· 1 łyżka mąki ziemniaczanej
· 1 łyżeczka cynamonu
· 1 łyżeczka kardamonu
· 1 łyżka bułki tartej
· 4 białka
· ½  szklanki cukru pudru

Rabarbar umyłam, obrałam i pokroiłam w kostkę. Wrzuciłam do rondelka, zasypałam cukrem, cynamonem i kardamonem i dusiłam mniej więcej 20 minut na małym ogniu, aż zrobiło coś coś w rodzaju marmolady. Zestawiłam z ognia, posypałam mąką ziemniaczaną i szybciutko wymieszałam, żeby nie zrobiły się grudki. Odstawiłam do wystudzenia i w tym czasie obrałam i pokroiłam w kostkę jabłka, które dodałam do rabarbaru i wymieszałam.

Białka ubiłam na sztywną pianę, soląc je lekko na wstępie, a pod koniec dodałam cukier puder i ubijałam jeszcze 2-3 minuty, aby piana była biała, gęsta i lśniąca.

Odcięłam odpowiedni do wielkości blaszki kawałek papieru do pieczenia i na nim rozwałkowałam spód ciasta (podsypując z wierzchu mąką, aby wałek się nie kleił). Razem z papierem włożyłam do foremki i mniej więcej wyrównałam brzegi, na wysokość rantu mojej foremki (czyli na jakieś 3cm). Spód ciasta wysypałam bułką tartą i na to wyłożyłam rabarbar i jabłka. Następnie po wierzchu rozprowadziłam pianę z białek. Na koniec wyjęłam z zamrażalnika mocno już schłodzony kawałek ciasta na kruszonkę i starłam go na tarce o grubych oczkach, bezpośrednio na pianę.

Ciasto piekłam w piekarniku nagrzanym do 160-170ºC z termoobiegiem, przez równe 60 minut. Trochę przestudziłam w lekko uchylonym piekarniku. Równie pyszne jest na ciepło jak i na zimno. Smacznego! 🙂

ciasto orkiszowe