cottage pie, czyli wiejska zapiekanka

 

Cottage pie pochodzi z terenów Wielkiej Brytanii i Irlandii i była dawno temu sposobem na wykorzystanie nadwyżek lub resztek mięsa. Bardzo często taka zapiekanka przygotowywana była przez biedniejsze rodziny zamieszkujące wiejskie osady („cottage” to taka wiejska chatka). Mięsny gulasz z warzywami, zapieczony pod warstwą puree ziemniaczanego stanowiło pożywny i sycący obiad dla całej rodziny. Z czasem cottage pie stało się znane na całym świecie.

Nic w tym dziwnego. Zapiekanka jest dość prosta i szybka w przygotowaniu, nie wymaga posiadania trudno dostępnych składników, jest sycąca, pożywna, a przede wszystkim bardzo smaczna. Gwarantuję, że jeśli spróbujecie jej raz, na stałe zagości w Waszym menu. Zresztą co ja tam będę… przypieczone ziemniaczki zawsze są gwarancją czegoś pysznego 😉

Spróbujcie sami!

Składniki:

  • 750 g mielonej wołowiny
  • 2-3 marchewki pokrojone w plasterki
  • garść zielonego groszku
  • 1 cebula
  • 1 duży ząbek czosnku
  • 1 łyżka sosu Worchestershire
  • bulion wołowy, może być z kostki (lub tutejsze granulki beef gravy)
  • łyżeczka ciemnego sosu sojowego
  • czarny pieprz
  • 1 łyżeczka koncentratu pomidorowego
  • ewentualnie sól do smaku
  • łyżka mąki pszennej do zagęszczenia sosu
  • ok. 1 kilograma ziemniaków
  • 2 łyżki masła

Ziemniaki gotujemy do miękkości w osolonej wodzie, odcedzamy i tłuczemy z masłem na gładką masę.

W garnku z nieprzywierającą powłoką lub dużym rondlu z pokrywką, najpierw podsmażamy mięso. Kiedy lekko się zezłoci dodajemy pokrojoną w kostkę cebulę i posiekany drobno czosnek. Smażymy jeszcze chwile i dodajemy pozostałe składniki: marchewkę, groszek, sos Worchestershire, sos sojowy, pieprz, bulion wołowy, koncentrat pomidorowy. Łyżkę mąki rozmącamy mniej więcej w połowie szklanki wody i zalewamy tym mięso (jeśli dodajemy granulki gravy nie potrzeba zagęszczać mąką). Mieszamy dokladnie i dusimy 10-15 minut pod przykryciem. Powinien powstać ciemny, niezbyt rzadki ale też niezby gęsty sos. W razie potrzeby dosalamy.

Tak przygotowany mięsny gulasz przelewamy do naczynia żaroodpornego i rozprowadzamy równą warstwą. Pora na ziemniaki. Nie jest to najprostsze zadanie, ale próbujemy rozłożyć w miarę równomierną warstwę puree ziemniaczanego, tak aby nie wymieszać go z mięsem. Zadanie można sobie uprościć odczekując aż mięso zupełnie ostygnie, wtedy łatwiej będzie rozprowadzić ziemniaczaną pierzynkę.

Teraz pozostaje nam już tylko zapiec nasz mięsny placek. Ustawiamy piekarnik na górną grzałkę lub funkcję grillowania. Temperatura 180°C i zapiekamy do momentu, aż ziemniaki ładnie się zarumienią. Podajemy póki gorące i świeże.

Smacznego! 🙂

Reklamy

szybki wege obiad – fusilli z groszkowym pesto

Kolejny pomysł zaczerpnięty z magazynu Tesco, podobny przepis znalazłam też na stronie Marthy Stewart. Ostatnio interesują mnie wszelkie rodzaje pesto, więc jeśli na takowy przepis napotkam, chętnie go testuję. Przepis zawiera migdały, ale ponieważ migdałów nie miałam, dodałam moje ulubione nerkowce.

I wiecie co? Uwielbiam groszek. Zawsze lubiłam groszek, ale tylko ten świeży, gotowany, ten z puszki dodawany do sałatki warzywnej nigdy mi nie smakował. Ale świeży groszek, lekko obgotowany tylko, smakuje podobnie jak młody bób. Zmiksowałam pesto z jeszcze ciepłym groszkiem i smakowałam jak najlepsze lody. Jest przepyszne.

Zawsze wszystkie sklepowe pesto wydają mi się kwaśno – gorzkie. Pesto, które robię sama są bardziej delikatne, orzechowe, z czosnkowym posmakiem. I takie najbardziej mi smakują. Dlatego w tym przypadku dla przełamania smaku dodałam sera feta i to też był dobry pomysł.

Wypróbujcie koniecznie jeśli lubicie groszek i tego typu wegetariańskie potrawy. Luby oczywiście zjadł, w sumie nawet ze smakiem, po czym zażartował: dobrze, to teraz daj mi ten prawdziwy obiad 🙂

Fanów nieprawdziwych obiadów zapraszam na makaron z groszkowym pesto 🙂

fusilli z groszkowym pesto

Składniki:

  • 250-300 g makaronu świderki
  • 400 g mrożonego groszku
  • ½ szklanki orzechów nerkowca
  • kilka łyżek oliwy z oliwek
  • spora szczypta cytrynowego pieprzu
  • szczypta soli
  • kawałek sera feta pokrojonego w kostkę
  • 2 ząbki czosnku

Odkładamy do miseczki garść lub dwie zielonego groszku, a resztę gotujemy 2 minuty w osolonej wodzie. Następnie odcedzamy i przekładamy do pojemnika blendera.

Makaron gotujemy al dente, na ostatnie 2 minuty dorzucamy resztę mrożonego groszku. Makaron odcedzamy (razem z groszkiem) i odstawiamy w ciepłe miejsce.

Do ugotowanego groszku dodajemy orzechy nerkowca, sól, pieprz i dwa ząbki czosnku. Dolewamy kilka łyżek oliwy z oliwek. Miksujemy na gładką masę, jeśli jest bardzo gęsta dolewamy oliwę z oliwek.

Gotowe pesto mieszamy z makaronem, przekładamy na talerze, a na wierzchu układamy pokrojoną fetę. Gotowe. Smacznego!

minestrone z przepisu Mary Berry

Na włoską minestrone nie ma jednego przepisu, to taka trochę zupa na winie – czyli co się nawinie. Przepis który wybrałam, pochodzi z książki Mary Berry „Cookery course”. Mary Berry jest znaną w całej Wielkiej Brytanii autorką książek kulinarnych odznaczoną  Orderem Imperium Brytyjskiego za zasługi w dziedzinie sztuki kulinarnej. Całkiem niezła rekomendacja prawda?

Mimo wszystko naszym zdaniem (czyli Lubego i moim) zupa wymaga dodatkowego doprawienia. Oregano, bazylia, zioła prowansalskie, może odrobina koncentratu pomidorowego dla wzmocnienia nieco kwaskowego pomidorowego smaku. Ja lubię mocno pomidorowe klimaty. Przepis podaję za autorką, więc jeśli i Wy uznacie, że sól i pieprz to dla Was zbyt mało, śmiało sięgnijcie po więcej przypraw.

Minestrone to świetny pomysł jeśli w Waszej lodówce zalegają resztki warzyw. Zamiast makaronu spaghetti możecie wykorzystać inny drobny makaron. Zupa jest gęsta, sycąca i z powodzeniem można ją potraktować jako danie jednogarnkowe.

minestrone wg mary berry

Składniki:

  • 2 łyżki oliwy z oliwek
  • 1 cebula
  • 1 marchewka
  • 1 seler naciowy
  • 1 mały por
  • 1 łyżka mąki
  • 1½ litra bulionu drobiowego
  • 400 g krojonych pomidorów z puszki
  • sól i pieprz do smaku
  • garść spaghetti połamanego na małe kawałki
  • garść zielonej fasolki pokrojonej w około 2,5 cm kawałki
  • garść posiekanej kapusty np. włoskiej
  • odrobina parmezanu do posypania

Cebulę kroimy w kostkę, marchewkę również w kostkę lub w plasterki. Seler i pora siekamy. Zieloną fasolkę kroimy na mniejsze ok. 2,5 cm kawałki. Ja użyłam mrożonej, jeśli macie świeżą nie zapomnijcie obciąć końcówek i zdjąć twarde włókna. Kapustę siekamy.

W sporym garnku rozgrzewamy oliwę. Wrzucamy cebulę, marchewkę, seler i pora i podsmażamy na małym ogniu przez 5 minut, mieszając od czasu do czasu.

Warzywa posypujemy mąką i mieszamy. Dodajemy bulion, pomidory z puszki, sól i pieprz. Zagotowujemy i gotujemy na małym ogniu przez 20 minut mieszając od czasu do czasu.

Na koniec dodajemy połamane spaghetti, zieloną fasolkę i kapustę. Wszystko mieszamy i gotujemy przez kolejne 10 minut. Doprawiamy solą i pieprzem jeśli jest taka potrzeba i podajemy posypaną startym parmezanem.

Smacznego!

minestrone

zupa z kaszą perłową, porem i drobiowymi klopsikami

Jakoś grubo ponad rok temu, w księgarni w moim rodzinnym miasteczku, natrafiłam na pięknie wydaną książkę z przepisami na zupy. Ponad trzysta stron, gruba oprawa, piękne zdjęcia – taki zupowy album. Nie jestem jakąś szaloną fanką zup, ale książka przykuła moją uwagę pięknym wydaniem i zapragnęłam by dołączyła do mojej małej kulinarnej kolekcji. Tego dnia jej nie kupiłam, ani żadnego kolejnego.

Kilka tygodni temu, kiedy byliśmy w Polsce na urlopie, postanowiłam zajrzeć do tej księgarni. Ku mojemu zaskoczeniu na najwyższej półce samotnie czekała (na mnie) właśnie ta książka:”Smaczne zupy. 365 najlepszych przepisów”. Nie zastanawiając się wcale porwałam ją w objęcia i przywiozłam ze sobą do Szkocji.

A teraz mogę się podzielić z Wami przepisem pochodzącym właśnie z tej książki. Zdania są podzielone. Dla Lubego wyszła mdła i musiał sobie ją doprawić po swojemu sporą ilością curry. Dla mnie wyszła w sam raz. Brak bardzo wyrazistego smaku jest jakoś dla mnie w tym przypadku zdecydowanym plusem. Delikatność zupy podkreśla smak i charakter perłowej kaszy. Duże jędrne ziarna, które nawet po kolejnym odgrzaniu nie robią z zupy ciapatej brei.

Przepis zmuszona byłam nieco zmodyfikować. Nie miałam wina, ani grzybów cremini (pierwszy raz spotykam się z tą nazwą i nie mam pojęcia co to za grzyby), które zastąpiłam pieczarkami. Parmezan w pulpecikach zastąpiłam cheddarem i zapomniałam dodać do nich koncentratu pomidorowego (być może dlatego Lubemu wydawały się mdłe). Zmniejszyłam też ilość kaszy. Przepis podawał 375g na 2 litry bulionu. Dodałam jakieś 250g, a i tak zupa była bardzo gęsta i przy każdym odgrzaniu musiałam uzupełnić płyn. Jeśli o mnie chodzi, z przyjemnością powtórzę jeszcze kiedyś ten przepis. Myślę, że sprawdziłaby się jako kolejna wersja przeróbki rosołu – zamiast pulpecików można do niej wrzucić kawałki mięsa z rosołu i będzie równie pyszna. Jeśli dla Was będzie mdła, po prostu doprawcie ją po swojemu.

zupa z kasza perlowa

Składniki na zupę:

  • 1 łyżka niesolonego masła
  • 2 łyżki oliwy z oliwek
  • 2-3 pory (całe)
  • 3 ząbki czosnku
  • 250 g grzybów cremini (użyłam pieczarek)
  • 2 łyżki koncentratu pomidorowego
  • 60 ml białego wytrawnego wina (pominęłam)
  • 250 g kaszy perłowej
  • 2 l bulionu drobiowego plus trochę do rozcieńczenia

Składniki na klopsiki:

  • 2 filety z kurczaka
  • 60 g startego parmezanu (zastąpiłam cheddarem)
  • 30 g bułki tartej
  • 2 łyżki natki pietruszki (użyłam suszonej)
  • 1 łyżka koncentratu pomidorowego (zapomniałam dodać)
  • sól i pieprz do smaku

Pory rozkrawamy wzdłuż na pół i dokładnie płuczemy pod bieżącą wodą, a następnie kroimy w cienkie plasterki. Czosnek drobno siekamy. Masło razem z oliwą rozgrzewamy w sporej wielkości garnku. Dodajemy por i czosnek i smażymy ok. 5 minut na niedużym ogniu pilnując aby się nie przypaliło. Następnie dodajemy pokrojone w plastry pieczarki (lub grzyby cremini) i smażymy kolejne 5 minut, aż zmiękną.

Do warzyw dodajemy koncentrat pomidorowy (i wino jeśli mamy), dusimy przez chwilę. Kolejno wsypujemy kaszę perłową, zalewamy 2 litrami bulionu i gotujemy pod przykryciem 45 minut.

W tym czasie przygotowujemy klopsiki. Mięso mielimy na gładką masę. Zrobiłam to przy pomocy blendera i pojemnika z ostrzami, wcześniej krojąc filety na mniejsze kawałki. Mięso łączymy z serem żółtym (lub parmezanem), bułką tartą, natką pietruszki, koncentratem pomidorowym (o którym zapomniałam) oraz doprawiamy solą i czarnym pieprzem. Mieszamy wszystko do połączenia składników. Klopsiki formujemy przy pomocy zwilżonych ciepłą wodą dłoni (masa będzie bardzo klejąca). Powinny mieć wielkość orzechów włoskich.

Foremkę do pieczenia smarujemy olejem i układamy w niej drobiowe kuleczki. Wkładamy do piekarnika nagrzanego do 190ºC i zapiekamy przez 10-12 minut. Upieczone klopsiki dodajemy do zupy i delikatnie mieszamy. Jeśli jest zbyt gęsta dolewamy odrobinę bulionu. Doprawiamy do smaku solą i pieprzem. Podajemy posypane pietruszką.

Smacznego! 🙂

zupa z kasza perlowa i klopsikami

 

gulasz z łaty

Niedawno w mojej okolicy otworzyli nowy sklep mięsny z dość sporym wyborem różnych rodzajów mięsa. I tak obok oklepanego schabu, karczku, łopatki czy filetów z kurczaka, można tam nabyć bardziej egzotycznie brzmiący antrykot, rostbef, szponder, a nawet cielęcinę czy rzeczoną łatę wołową. W porównaniu do tradycyjnie sprzedawanej wołowiny, łata jest sporo tańsza, natomiast w smaku nie zauważyłam różnicy, chciaż ja szczególnym smakoszem wołowiny nie jestem. Łata nadaje się na to samo na co droższa wołowina, wprawdzie może nie będzie z niej pięknej pieczeni, ale z łaty można robić wszelkiego rodzaju, gulasze, bitki, mielone czy klopsy, pani w sklepie powiedziała, że można łatę również wykorzystać do gotowania rosołu w zastępstwie droższej pręgi. Tak więc pewnego dnia pół kilo łaty powędrowało ze mną do domu, z planem przyrządzenia gulaszu. Jeśli więc zdarzy Wam się w sklepie kiedyś natknąć na ową dziwnie brzmiącą łatę, to nie wahajcie się spróbować. Ja na pewno jeszcze wypróbuję z łaty jakieś mielone lub klopsy. Tymczasem zapraszam na gulasz – gorący, treściwy i pyszny 🙂

gulasz z wołowiny

Składniki:

· 500 g łaty wołowej
· 2 cebule
· żółta i czerwona papryka
· kilka ziemniaków
· 1 łyżka słodkiej czerwonej papryki w proszku
· szczypta ostrej papryki w proszku
· sól do smaku
· 2-3 liście laurowe
· 3 ziarna ziela angielskiego
· koncentrat pomidorowy do smaku
· 2 łyżki mąki pszennej
· 3 łyżki oleju do smażenia lub smalcu

Łatę opłukałam i osuszyłam. Odkroiłam ostrym nożem błonę po jednej stronie mięsa. Mój kawałek mięsa miał mniej więcej kształt trójkąta o grubości 5 cm. Pokroiłam go więc najpierw wzdłuż na szersze paski, a potem w plasterki grubości ok. 1,5 cm.

W garnku rozgrzałam olej i na gorący wrzuciłam plasterki mięsa. Posypałam 2 łyżkami mąki i podsmażałam na dość sporym ogniu mieszając co chwilę. W tym czasie cebulę pokroiłam w piórka i dorzuciłam do mięsa. Wsypałam do tego łyżkę słodkiej papryki w proszku, szczyptę ostrej oraz liście laurowe i ziele angielskie. Smażyłam jeszcze z 5 minut, po czym zalałam wodą tak aby zakryła mięso, posoliłam (na początek małą płaską łyżeczkę  soli) i przykryłam pokrywką. Kiedy się zagotowało zmniejszyłam ogień i pozwoliłam się temu spokojnie dusić ok. 1,5 godziny.

Kiedy mięso było już prawie mieciutkie (poczujecie pewien opór przy gryzieniu), dodałam pokrojoną w cienkie paski paprykę i pokrojone w kostkę ziemniaki. Gotowałam jeszcze  10-15 minut, aż mięso doszło, a ziemniaki i papryka były miękkie. Na koniec dodałam kilka łyżeczek koncentratu pomidorowego – dodajcie tyle ile podpowiada Wam smak. Jeszcze na koniec dosalanie jeśli trzeba i gulasz gotowy. Nie trzeba go dodatkowo zagęszczać. Ilość mąki dodana na początku, plus skrobia z ziemniaków zagęściły gulasz wystarczająco. Podajemy gorący.

Smacznego! 🙂

gulasz wołowy