kartka z kalendarza – tarta miodowo-orzechowa

Dawno nie było niczego na słodko, dlatego dzisiaj przychodzę do Was z podwójną porcją słodkości i kalorii 🙂

Przepis zaczerpnięty po raz kolejny z kuchennego kalendarza-zdzieraka, o którym wspominałam przy okazji przepisu na banany w cieście z miodem i sezamem Jedyna zmiana jaką wprowadziłam to dodanie orzechów laskowych i migdałów, bo pierwotnie przepis zakładał jedynie fistaszki. Myślę też, że gdyby dodać orzechów włoskich np. zamiast laskowych tarta zyskała by jeszcze inny aromat.

Co my tu mamy? Na kruchym spodzie, że użyję fachowego określenia – w ciapkowatej (ale tak przyjemnie ciapkowatej), słodkiej  masie miodowo-jajecznej, siedzi sobie cała gromada orzechów. Czego chcieć więcej? Chyba tylko mocnej, czarnej, niesłodzonej kawy dla przełamania smaku 🙂

Przyznam się, że nieco obawiałam się tej jajecznej masy i efektu orzechów w jajecznicy, ale okazuje się, że zupełnie niepotrzebnie. Nie potrafię porównać do niczego tej masy o wyraźnie miodowym smaku – nie jest to ciasto, ani nie jest to krem, ale ciapkowatość jest zdecydowanie przyjemna w smaku i konsystencji 😉

Spróbujcie koniecznie!

ciasto z miodem i orzechami

Składniki:

· 2 szklanki mąki
· 200 g masła
· 2/3 szkalnki cukru pudru
· 4 jajka
· 2/3 szklanki miodu (w stanie stałym)
· sok z 1 cytryny
· skórka starta z 1 cytryny
· 400 g orzeszków ziemnych niełuskanych w moim przypadku
· 2-3 garście migdałów
· garść orzechów laskowych

Mąkę i połowę masła posiekałam nożem, dodałam dwie łyżki cukru pudru, jedno jajko i jedną łyżkę zimnej wody. Zagniotłam możliwie jak najszybciej ciasto, a następnie zawinęłam w foliowy woreczek i do lodówki na 15 minut, według przepisu. A według czasu dużo dłużej, bo musiałam obrać w tym czasie cały worek orzechów ziemnych i zeszło mi z pól godziny, dlatego jeśli macie możliwość użyć już obranych orzechów to polecam – duża oszczędność czasu 😉

ciasto z miodem i orzechami

Po czasie chłodzenia w lodówce ciasto rozwałkowałam na mniej więcej okrąły placek i wyłożyłam nim silikonową formę do tarty, boki formy również. Całą powierzchnię ponakłuwałam widelcem i włożyłam na 10 minut do piekarnika nagrzanego do 180ºC (bez termoobiegu).

W tym czasie, gdy piekło się ciasto utarłam mikserem pozostały cukier puder z drugą połową masła, a następnie dodałam 3 jajka i zmiksowałam całość ponownie. W rondelku rozpuściłam miód, a gdy był juz płynny dolałam go do masy jajecznej. Zmiksowałam wszystko jeszcze raz, aby składniki dobrze się połączyły. Cytrynę sparzyłam wrzątkiem i starłam do masy całą skórkę, a potem wycisnęłam sok (uwaga na pestki!). Wymieszałam masę z orzechami ziemnymi (masa to tak trochę na wyrost powiedziana, bo jest raczej płynna)  i po 10 minutach pieczenia spodu tarty wylałam na nią masę z orzeszkami, a na wierzchu rozsypałam dodatkowo orzechy laskowe i migdały.  I znów do piekarnika na 40 minut (temperatura bez zmian). Jednak po ok. 30-35 minutach wyłączyłam grzałki, bo wierzch już był ładnie przypieczony i nie chciałam żeby się przypalił, a w silikonowej formie jakoś szybciej się piecze, więc zwróćcie na to uwagę – wiadomo każdy piekarnik inaczej grzeje. Mnie troszkę przysmoliło brzegi, bo masa jajeczne wylała się poza brzeg ciasta, który opadł nieco po upieczeniu, ale spód wypiekł się pięknie, na złoto.

Smacznego!

ciasto z miodem i orzechami

ciasto z miodem i orzechami

kartka z kalendarza – banany w cieście z miodem i sezamem

Okazuje się, że ciekawe inspiracje kulinarne można znaleźć tam, gdzie najmniej się tego spodziewamy. Podczas ostatnich zakupów spożywczych na dziale z prasą natknęłam się na kalendarze – kuchenne zdzieraki – wiecie takie klocki z szarego papieru – z jednej strony data, z drugiej przepisy. Nie zwróciłabym rzecz jasna większej uwagi na nie, gdyby nie wielka pomarańczowa naklejka „przecena” 🙂 Kalendarza nie potrzebuję, ale przepisowa zawartość mówiła: „kup mnie, to tylko 3,50zł” 🙂 I tak kalendarz z przepisami znalazł się w mojej kuchni. Wprawdzie okładka informuje, że to kuchnia polska, ale po dokładnym przekartkowaniu okazało sie, że znajdziemy tam prócz rodzimych przepisów, przekrój kuchni całego świata. No albo prawie całego. Dodatkowo niektóre przepisy i zestawienia składników sa (przynajmniej dla mnie) niespodzianką, np. sałatka ryżowo-bananowa (z majonezem!), sałatka z pomarańczy i oliwek, czy przepis na kapustę pekińską z mleczkiem kokosowym, są tu też pomysły na nalewki, kompoty, ciasta – wszystko czego dusza zapragnie.

Mam tu za 3,50zł całą skarbnicę pomysłów i nie zawaham się jej użyć 😀 Wielokrotnie.

Połączenie bananów, miodu i sezamu okazało się strzałem w dziesiątkę. Sezam i miód świetnie uzupełniają się z bananem. Deser pomimo, że banan i miód to sama słodycz, nie jest ulepkowy. Ciasto jest neutralne, a sezam dodaje świetnego aromatu. To połączenie zdecydowanie wygrywa u mnie w starciu ze standardowym zestawieniem banan-czekolada. Wprowadziłam jedynie minimalne zmiany do przepisu. Spróbujcie koniecznie! 🙂

banany deser

Składniki (wystarczy na 3-4 banany, w zależności jak hojnie będziecie maczać je w cieście):

· 3 banany (ja lubię dużo ciasta :))
· 1 szklanka mąki
· szczypta soli
· ½ łyżeczki proszku do pieczenia
· 1 jajko
· 3 łyżki sezamu do wsypania do ciasta + jeszcze trochę do posypania
· miód
· olej do smażenia

W pierwszej kolejności przygotowujemy ciasto. W garnku mieszamy jajko, mąkę, sól i proszek do pieczenia, a następnie po trochu dolewamy wody. Ciasto powinno mieć konsystencję dość gęstej śmietany. Im będzie rzadsze, tym cieńszą jego warstwę będziemy mieć na bananie, ale też trudniej będzie je na tym bananie utrzymać podczas smażenia. Ciasto odstawiamy nakilkanaście minut, aby trochę przepracowało i urosło.

Na patelni rogrzewamy dość sporą ilość oleju. Banany obieramy ze skóry, kroimy na pół, a potem wzdłuż na pół. Z każdego banana powstaną 4 kawałki. Każdy obtaczamy w cieście i kładziemy na gorący olej. Smażymy na średnim ogniu, do zezłocenia, po obu stronach (można też usmażyć banany w głębokim oleju, jeśli mamy taką możliwość, wtedy nie trzeba będzie obracać).

Odsączamy nadmiar tłuszczu na papierowym ręczniku. Polewamy miodem oraz posypujemy sezamem. Podajemy ciepłe. Smacznego! 🙂

banany deser

deser bananowy

mocno korzenne śledzie

Dziś jest ostatni moment na przygotowanie świątecznych śledzi. Jeśli jeszcze ten etap przygotowań macie przed sobą, proponuję zrobienie śledzi z całą gamą korzennych przypraw. Święta to chyba najlepszy moment właśnie na takie śledzie – z goździkami, kardamonem i miodem. Zapraszam!

Przepis dodaję do akcji:  „Wigilia 2013” i „Z cynamonem 2013”.

wigilijne śledzie

Składniki:

· 500 g matjasów (w oleju lub takich w zalewie do odmoczenia)
· 2 łyżki musztardy – u mnie kremska
· 2 kopiaste łyżeczki miodu
· ok. 1 łyżeczki białego octu winnego
· 2 łyżki sosu sojowego
· pieprz czarny mielony
· ¾ szklanki oleju – u mnie pół na pół olej rzepakowy i olej z pestek winogron
· 3 listki laurowe
· kilka goździków
· ½ łyżeczki cynamonu
· 1 łyżeczka kolendry
· 1½ łyżeczki mielonego imbiru
· 2 łyżeczki kardamonu
· 2-3 cebule

Jeśli śledzie przygotowywać będziemy z matjasów w zalewie solnej, to należy je najpierw przez kilka godzin odmoczyć w wodzie, żeby pozbyć się soli. U mnie to było ok. 4-5 godzin – wszystko zależy jak bardzo słone śledzie lubicie, pamiętajcie jednak o tym, aby nie zdominowały smaku zalewy. Jeśli korzystacie z matjasów w zalewie olejowej od razu można zabrać się do roboty.

Do rondelka wsypałam wszystkie przyprawy i na małym ogniu lekko podgrzałam, trzeba uważać, żeby ich nie spalić. Podgrzane przypraway zalałam olejem, dodałam miodu, musztardy i sosu sojowego. Wszystko mieszałam podgrzewając, aż miód się zupełnie rozpuścił. Na koniec doprawiłam octem winnym. Jeśli któreś przyprawy lubicie mniej lub bardziej dodajcie ich więcej lub mniej. Ja w pierwszej wersji dodałam więcej cynamonu i kolendry, ale po spróbowaniu uznałam że bardziej wolę, jeśli jest ich mniej, a za to więcej kardamonu i imbiru. Także jak kto lubi 🙂

Cebulę kroimy w cienkie półplasterki. W naczyniu lub w słoiku układamy śledzie warstwami przekładając cebulą, na koniec zalewamy zalewą. Odstawiamy do lodówki na minimum 24 godziny. Smacznego!


Wigilia 2013

gotowana kawa z kardamonem, cynamonem i miodem

W poprzednim wpisie było o kardamonie, dlatego dziś to z czym zawsze kardamon mi się kojarzył, czyli – kawa. Kawa w nieco innej odsłonie, bo gotowana. Inspiracją do przygotowania gotowanej kawy była już wspomniana przeze mnie, przy okazji kiełbasy po węgiersku, książka Anny Ciesielskiej „Filozofia zdrowia”.

O gotowaniu według Pięciu Przemian możecie nieco przeczytać właśnie w poście o kiełbasie po węgiersku. W swojej książce p. Anna opisuje między innymi wszystkie składniki naszego pożywienia właśnie według tej teorii. Zgodnie z nią, kawę można przygotowywać na dwa sposoby, a każdy z nich wydobywa z kawy inną naturę i właściwości. Kawa zaparzana usuwa zmęczenie, sprzyja wysiłkowi intelektualnemu i pobudza, natomiast nie każdemu służy. U wielu osób wywołuje niepokój, przyspieszone bicie serca i bezsenność, może również wywoływać zaburzenia układu pokarmowego i zakwasza organizm (kawa parzona w ekspresie ma nieco łagodniejsze działanie).

Kawa gotowana ma zupełnie inną naturę i smak, co mogę potwierdzić – jest dużo delikatniejsza niż kawa parzona i wydaje się nieco słabsza, nawet jeśli zrobimy ją z tej samej ilości wody i kawy. Zgodnie z tym co w swej książce pisze Pani Anna, gotowana kawa rozgrzewa, pobudza ciało, wzmaga przemianę materii i łagodzi ból (podobno nawet łagodzi PMS). Jest bardzo wskazana przy alergiach, astmie, kaszlu i przeziębieniach zwłaszcza wzmocniona odpowiednimi przyprawami takimi jak właśnie kardamon, cynamon lub imbir. Dodatkowe osłodzenie kawy, na przykład miodem, wzmaga jeszcze jej delikatną naturę. To tyle jeśli chodzi o teorię. Trudno mi potwierdzić te lecznicze właściwości kawy gotowanej, ponieważ bardzo dobrze znoszę kawę parzoną i nie wyobrażam sobie bez niej poranka (czy to parzonej czy rozpuszczalnej), ale na pewno warto wypróbować ten sposób przygotowywania kawy, jeśli parzona Wam nie służy lub jest dla Was zbyt ostra w smaku. Kawa gotowana jest faktycznie dużo łagodniejsza w odczuciu, a przyprawiona rozgrzewającym kardamonem czy imbirem i osłodzona miodem będzie na pewno częstym gościem moich jesiennych popołudni, kiedy za oknem zrobi się plucha.

kawa gotowana z kardamonem

Składniki na jedną porcję kawy:

· 2 łyżeczki mielonej kawy
· ½ łyżeczki cynamonu
· ½ łyżeczki kardamonu
· 1 łyżeczka miodu

W garnuszku zagotowujemy 250 ml wody i do wrzącej wrzucamy 2 łyżeczki kawy. Mieszamy i dodajemy cynamon i zmielone ziarna kardamonu. Gotujemy na małym  ogniu minutę lub dwie, gasimy gaz, odczekujemy aż opadną fusy i przelewamy do kubeczka. Słodzimy miodem – pamiętajmy jednak, by nie dodawać miodu do bardzo gorącego płynu, ponieważ straci swoje dobroczynne właściwości (płyn powinien mieć temperaturę ok. 40ºC). Aromatyczna i rozgrzewająca kawa jest gotowa. Smacznego! 🙂

kardamon i kawa

kawa z cynamonem i kardamonem