kakao ze szczyptą lata

Od kilku dni mamy z Lubym fazę za picie kakao przed snem. Stąd, żeby nie wiało nudą, ja sobie z moim kakao eksperymentuję. Czasem dodam cynamon, czasem przyprawę do piernika, a ostatnio wygrzebałam z mojego stosiku gazet i wycinków z przepisami, pomysł na kakao miętowe. Takie jesienne kakao ze szczyptą lata – dokładnie jak w naszej pogodzie. Mój tradycjonalista kręci nosem na kakao z miętą, ale powiem Wam, że mnie bardzo posmakowało. Więc jeśli jeszcze nie próbowaliście, to przygotowanie jest banalnie proste, a czekoladę z miętowym nadzieniem znajdziecie w każdym sklepie.

Mam nadzieję, że zrobiłam Wam smaka 🙂

Scroll to see recipe in English.

mint chocolate

Składniki (na 1 kubek):

• 250 ml mleka lub pół na pół ze słodką śmietanką 30%
• 1 kopiasta łyżeczka kakao
• 1 łyżeczka miodu
• 4 kostki czekolady z nadzieniem miętowym (mozna użyć też czekoladek z miętowym nadzieniem)

W garnuszku podgrzewamy mleko lub mleko ze śmietanką. Do kubeczka wrzucamy łyżeczkę kakao i kostki czekolady, po czym zalewamy odrobiną wrzątku i dokładnie mieszamy – tak będzie prościej rozpuścić kakao. Całość zalewamy podgrzanym mlekiem i osładzamy miodem. Pijemy póki ciepłe. Smacznego!

miętowe kakao

Hot minty cocoa

Ingredients (for 1 serving):

• 250 ml of milk or 50/50 with double cream
• 1 big teaspoon of cocoa
• 1 teaspoon of honey
• 4 chocolate cubes with mint filling

Heat milk or milk with double creme. 1 teaspoon of cocoa and chocolate cubes put in to the cup or mug, pour a little biot of boiling water – it will be easier to mix the cocoa. Next pour with milk and add honey. Dink before it gets chilly. Enjoy! 🙂

 

kakao

Reklamy

cichy zabójca i herbata „kilerka”

Czy jest jakieś prawo Murphy’ego, które mówi że zawsze kiedy:

a) masz urlop (np. świateczny)…

b) masz dużo wolnego czasu, który możesz dowolnie spożytkować…

… dopada Cię katar i przeziębienie? Jeśli nie, to właśnie je ustanowiłam.

Lubego kilka dni temu zaczęło rozkładać przeziębienie.

Po czym przeszło.

Na mnie.

Właśnie wtedy, kiedy zaplanowałm sobie, że między świętami będę miała wolne i dużo czasu na przetestowanie wszystkich przepisów z mojej długaśnej listy. Tymczasem gotowanie jest jedną z ostatnich rzeczy, na które mam teraz ochotę. Od rana do nocy mogłabym leżeć na kanapie obłożona toną zasmarkanych chusteczek i nadrabiać filmowe zaległości, co dziś niniejszym czynię.

A w załączneniu przedstawiam Wam rogrzewającą herbatę „kilerkę”, która mam nadzieję, załatwi tego cichego zabójcę zamieszkującego mój nos i gardło. Przepis pochodzi z książki „Filozofia zdrowia” Anny Ciesielskiej o gotowaniu wg zasady Pięciu Przemian. Przepis należy opatrzyć adnotacją z cyklu: przed użyciem zapoznaj się z ulotką, lub… więc wytłuszczam: w przypadku zastosowania tego przepisu możemy doświadczyć niepożądanych skótków ubocznych, np. swędząca pokrzywka na rękach, swędzenie oczu lub ich przekrwienie (ehh, a czymże to jest wobec tryskającej z nosa fonntanny?). Nie jest to groźne pod warunkiem, że przerwiemy kurację i wypijemy pół szkalnki wody z cytryną lub zjemy kawałek twarogu. Poniższego przepisu nie stosujemy jednocześnie z przyjmowaniem antybiotyków i leków hormonalnych.

Herbata silnie rozgrzewa organizm, pomaga przy bólach żołądka, wzdęciach (to na wypadek, gdyby komuś po świętach coś zostało), mdłościach (to raczej po jutrzejszej imprezie) i przeziębieniu (coś dla mnie). Lukrecję można kupić w sklepach zielarskich, ma przyjemny zapach i wygląda jak sianko 😛

lukrecja

Sposób przygotowania:

smak gorzki – do 1½ szklanki wrzącej wody dodać:

smak gorzki – kopiastą łyżeczkę tymianku

smak słodki – 2 łyżeczki lukrecji

smak ostry – ½ łyżeczki imbiru

Całość gotujemy 5-10 minut na małym ogniu.

Pijemy zawsze świeżą na 30 minut przed lub godzinę po posiłku.

Jeśli chodzi o walory smakowe, to lukrecja jest kwintesencją słodyczy, ale nie takiej ulepkowej, która rozlewa się po całych ustach i pozostawia słodycz na tydzień. Lukrecja rozwija się nagle w kubkach smakowych, aż wykręca na lewą stronę, a potem znika. Dopóki nie zrobisz kolejnego łyku.

herbata na przeziębienie

zimowa pokusa – mleko z piankami marshmallows

Zima wreszcie dała o sobie znać, długo kazała na siebie czekać, ale jak już ją przywiało (dosłownie) to na bogato. W nawiązaniu do zimnego białego puchu za oknem – proponuję gorący biały puch w kubku, najlepiej pod kocykiem i z ulubioną książką.

Ja i mleko nie lubimy się za bardzo, ale czasem przychodzi mi smak na mleczny napój, przygotowałam więc piankowe mleko – kupiłam dużą pakę pianek, które potrzebne mi były do sernika (będzie o nim niebawem) i teraz kombinuję do czego by je tu jeszcze wykorzystać 🙂 Macie jakieś pomysły?

mleko

Składniki:

· kilka pianek marshmallows popularnie nazywanych piankami jo-jo
· kubek mleka
· ewentualnie cynamon do posypania

W garnuszku podrzewamy mleko i do gorącego dodajemy pianki. Trzymamy na małym gazie ciągle mieszając, aby pianki się rozpuściły, a mleko nie przypaliło. Kiedy pianki już prawie całkowicie się rozpuszą przelewamy gorące mleko do kubka, dekorujemy kolejnymi piankami. Ewentualnie dla przełamania smaku możemy posypać cynamonem. Pijemy póki gorące 🙂 Smacznego!

pianki jo-jo

mleko z marshmallows

mleko kubek prl

rozgrzejmy się zimą – herbata imbirowa z czarnuszką

Jednym z najlepszych sposobów na rozgrzanie się jest herbata z imbiru, chociaż ten smak nie każdemu musi przypaść do gustu. To tak jak z piwem i oliwkami – albo się je lubi albo niecierpi. Imbir jest silnym rozgrzewaczem – kiedyś uratował nas podczas tygodniowego pobytu pod namiotem na Mazurach – przy ledwo kilkunastu stopniach i ciągle padającym deszczu, bez garnka gorącego naparu imbirowego nie dalibyśmy rady 🙂

Imbir nie tylko mocno rozgrzewa, ale ma też właściwości lecznicze – wspomaga organizm przy przeziębieniu i grypie, poprawia pamięć i koncentrację, podobno jest również afrodyzjakiem 🙂

Herbatę postanowiłam wzmocnić dodatkowo o nasiona czarnuszki, którą dostaliśmy kiedyś od znajomych. O czarnuszce możecie więcej poczytać tutaj, ja wspomnę tylko o jej właściwościach przeciwzapalnych i bakteriobójczych oraz wspomagających odporność organizmu.

Jestem pewna, że kubek takiej herbaty wypijany codziennie pozwoli przetrwać zimę każdemu zmarzluchowi, takiemu jak ja 🙂

imbir i czarnuszka

Składniki na ok. 500ml:

· ok. 3cm imbiru
· szczypta ziaren czarnuszki
· miód do smaku

Imbir obieramy ze skórki i kroimy dowolnie. Ja lubię średnio mocny napar, ale możecie dodać więcej imbiru – będzie ostrzejszy. Na gazie ustawiamy garnek z 500 ml wody i na wrzącą wrzucamy imbir i nasiona czarnuszki. Gotujemy na wolnym ogniu 5-10 minut. Przelewamy do kubków i kiedy lekko przestygnie słodzimy miodem. Pamiętajcie, aby nie dodawać miodu do bardzo gorącego napoju, bo wtedy traci swoje zdrowotne właściwości. Smacznego!

imbir i czarnuszka

imbir i czarnuszka

rozpusta na piątek: kawa z koglem-moglem

Kiedy na dworze jesienna szaruga, a oczy same się zamykają, kawa to jeden z artykułów pierwszej potrzeby. Podawana w różnych kombinacjach i ilościach – u mnie obowiązkowo z rana kawa w wiadrze (czyli w kubku takim 500ml) niesłodzona i bez mleka. Ale po południu, kiedy można wychluptać coś bez pośpiechu i z należną atencją, można pozwolić sobie na coś specjalnego. Zwłaszcza w piątek 😉

Dlatego dzisiejsza rozpustna propozycja to kawa z koglem-moglem, o jej istnieniu przypomniała mi koleżanka z pracy. A kogel-mogel kojarzy mi się z czasami dzieciństwa. Przygotowując tą kawę zdałam sobie sprawę ile lat już nie jadłam kogla-mogla i prawie pochłonęłam go samego, bez kawy 🙂

kawa kogiel-mogiel

Składniki:

· porcja gorącej kawy z ekspresu lub kawiarki (u mnie z kawiarki)
· 2 ½ łyżeczki cukru
· 1 żółtko

Jajko sparzamy wrzątkiem, rozbijamy i oddzielamy żółtko od białka. Do żółtka dodajemy cukier i ucieramy energicznymi ruchami dobrych kilka minut. Praca to żmudna i ręka boli, ale musimy rozetrzeć wszystkie ziarenka cukru, a masa powinna nabrać puszystości, stać się kremowa i jasna. Ukręcenie jednego żółtka zajęło mi dobre 5 minut kręcenia non stop, ale wszystko też zależy od grubości cukru.

W ekspresie lub kawiarce przygotowujemy porcję mocnej kawy. Przelewamy ją do filiżanki lub kubeczka i zalewamy gęstym koglem-moglem. Żółtkowa pianka dłuuugo utrzymuje się na powierzchni kawy, nawet po wymieszaniu zawartości. Smacznego! 🙂

kawa kogiel-mogiel

kawa kogiel-mogiel